WISHBONE ASH – Wishbone Ash (1970)

Wishbone Ash

Równie niepodważalny wkład w oblicze muzyki hardrockowej miał inny brytyjski zespół – Wishbone Ash. Wszystko zaczęło się w 1969 roku, kiedy panowie Andy Powell, Martin Turner, Ted Turner i Steve Upton założyli grupę, która jako pierwsza wprowadziła w swoje kompozycje dwie prowadzące gitary elektryczne. Miałem okazję zobaczyć ich na żywo podczas trasy „40th Anniversary Tour 2010”, w ramach której 17 lutego 2010 roku zagościli w poznańskim Eskulapie. Ich ostatni krążek – Elegant Stealth wydany pod koniec listopada 2011 roku jest już dwudziestym trzecim studyjnym wydawnictwem w ich dorobku! Niezła żywotność. Niestety, do dzisiaj w zespole ostał się tylko pierwszy ze wszystkich członków wymienionych wyżej, czyli gitarzysta i wokalista Andy Powell. W pierwotnym składzie powstały jednak cztery znakomite płyty, z których wybrałem debiutancką. 

Debiutancką, ale już w pełni dojrzałą, stanowiącą połączenie hardrocka, bluesa, psychodelii i rocka progresywnego. Pierwszy, najszybszy i znakomicie sprawdzający się jako rozgrzewacz Blind Eye poraża energią gitar i fortepianu – typowy rockandrollowy kawałek. Świetny riff Powella wzbudza ciekawość na kolejne jego zagrywki. Ładnej solówki możemy uświadczyć na Lady Whiskey, chyba najsłabszym na płycie (o ile można mówić o takowych utworach na tym krążku). Errors of My Way jest typową balladą, jakich Wishbone Ash skomponował w dosyć dużej ilości i jakości (wystarczy sięgnąć po Throw Down the Sword, Everybody Needs a Friend czy Persephone z kolejnych wydawnictw grupy). Chóralny śpiew w sumie trzech udzielających się wokalnie muzyków nadaje niesamowitej urody temu pięknemu kawałkowi, po którym uderza nas duet gitar znany z początku płyty – to Queen of Torture, najkrótszy, ale bardzo energiczny utwór, który zamyka pierwszą stronę winylowej płyty. Na drugiej zostały już tylko dwa nagrania. Ale za to jakie! Istne perełki w dorobku zespołu. Pierwszy to Handy. Zaczyna się basowym motywem Martina Turnera, do którego po jakichś 99 sekundach dołącza perkusja i gitara. Ten zacny bluesik na początku to tylko przykrywka, bowiem panowie po kilku minutach i kolejnej basowej solówce zaczynają grać już energiczniej i wdają się w istny jam ze świetnymi gitarowymi motywami. W tym utworze upust swoim emocjom daje również perkusista Steve Upton, a pierwiastek wokalny możemy usłyszeć dopiero dwie minuty przed zakończeniem, które następuje po jedenastu i pół minutach. Ostatni na płycie Phoenix jest tylko o minutę krótszy. Tym razem już bez zbędnych introdukcji zespół ukazuje przed nami bluesowe klimaty. Ale za to, jak uprzednio, artyści wraz z biegiem czasu się zapominają i od połowy utworu następuje istna galopada wszystkich instrumentów. A to gitara, a to perkusja, a to bas i znów gitara wprowadzają nas w błogi stan podczas odsłuchu końcowych dźwięków tej płyty.

Podsumowując – bardzo udany debiut, którego popularność nie uderzyła muzykom do głów i udało im się nagrać kolejne wielkie dzieła: Pilgrimage, Argus, Wishbone Four i There’s the Rub.

PS Jeżeli ktoś jest chętny zobaczyć Wishbone Ash na żywo, to zespół pod koniec kwietnia zawita do Polski odwiedzając kilka ciekawych miejsc: Domecko, Bielsko-Biała, Kolbudy, Łódź, Zamość, Krosno…

 

Na zachętę:

Wishbone Ash – Phoenix (Live)

 

  1. Blind Eye (3:43)
  2. Lady Whiskey (6:10)
  3. Errors of My Way (6:55)
  4. Queen of Torture (3:21)
  5. Handy (11:34)
  6. Phoenix (10:27)

 

Andy Powell – gitara, wokal

Ted Turner – gitara, wokal

Martin Turner – bas, wokal

Steve Upton – perkusja

 

© 2015 Frontier Theme