RIVERSIDE – Shrine of New Generation Slaves (2013)

Shrine Of New Generation Slaves

Panowie z Riverside po nagraniu muzycznej trylogii postanowili pobawić się w akronimy – najpierw wydając w 2009 roku ADHD, a niedawno SONGS. Trzeba przyznać, że owe skróty idealnie pasują do muzycznej zawartości obu wydawnictw. Na nagranym cztery lata temu krążku słychać było nadmierną pobudliwość zespołu w długich kompozycjach, natomiast w tym roku Riverside, dzięki pomysłowi na ładne melodie, wydał najdojrzalszy album w swojej karierze. Długa przerwa (w czasie której lider zespołu, Mariusz Duda, poświęcił się m.in. swojemu solowemu projektowi Lunatic Soul, co zresztą słychać na najnowszej płycie) zrobiła im bardzo dobrze. Już teraz nie wypada porównywać zespołu do jemu podobnych (Porcupine Tree, Pink Floyd, Dream Theater), ponieważ Riverside odnalazł swój własny styl, do którego teraz będą się porównywać inne zespoły.

Od pierwszego utworu słychać, że muzycy próbują czegoś nowego, ale teksty Dudy znów nawiązują do naszego zaganianego życia. W New Generation Slave padają słowa, które stanowią motto całego albumu:

I am a free man
But I can’t enjoy my life

Sam tytuł płyty (Shrine of New Generation Slaves) nawiązuje do obecnego pokolenia zniewolonego przez dzisiejsze czasy. Chodziło mi o pokazanie różnych sytuacji związanych z tym, jak czuje się człowiek, który nie jest w stanie przejąć kontroli nad własnym życiem – wyjaśnia autor. Trafne teksty, które dotyczą zapewne większości ludzi + doskonała muzyka = album wybitny. Odpoczęcie od metalu i nawiązanie do klasycznego rocka okazało się strzałem w dziesiątkę. Jedynym mocniejszym utworem, w którym Duda może sobie trochę pokrzyczeć jest singlowy Celebrity Touch, trochę odstający od reszty, ale można się do niego przyzwyczaić. Po kilku przesłuchaniach okazuje się on całkiem przyjemnym utworem z krótką gitarową solówką w stylu Gilmoura. Drugim songiem promującym album jest The Depth of Self-Delusion – typowy Riverside z intrygującym basowym intrem. Mamy też ładny, spokojny We Got Used to Us przypominający trochę Conceiving You z Second Life Syndrome, momentami metalowy Feel Like Falling czy Deprived (Irretrievably Lost Imagination) ze wspaniałą jazzującą drugą połową. A to za sprawą zaproszonego gościnnie do studia Marcina Odyńca, który zagrał na saksofonie sopranowym. Najlepsze panowie zostawili jednak na koniec. Oznaczony numerem 7 na płycie Escalator Shrine to istna perełka na tym albumie. Rozwijający się powoli (znów ten niezastąpiony bas Dudy) urzeka po drodze retro klawiszami Michała Łapaja, gitarowymi zagrywkami Piotra Grudzińskiego i nienagannym wokalem lidera grupy. Za nimi podąża oczywiście Piotr Kozieradzki na perkusji. Uwielbiam utwory o takiej strukturze, więc nie dziwota, że słucham go najczęściej. Przez ponad 12 minut dzieje się tu bardzo dużo, szczególnie w końcówce, gdzie Łapaj ciekawie wykorzystał brzmienie swoich instrumentów klawiszowych. Na koniec otrzymujemy krótką Codę, która jest akustycznym odpowiednikiem Feel Like Falling, ale z bardziej optymistycznym tekstem.

Nie należy oceniać tego albumu po pierwszym przesłuchaniu. Shrine of New Generation Slaves zyskuje po każdym kolejnym odsłuchu. Riverside zawiesił tym krążkiem bardzo wysoko poprzeczkę nie tylko konkurentom, ale i samym sobie. Moim zdaniem będzie on jednym z najlepszych wydanych w 2013 roku. Mam nadzieję, że muzycy też tak myślą i dadzą z siebie wszystko na polskiej części trasy koncertowej, która rozpoczyna się 4 kwietnia. Mój bilet na poznański koncert już się grzeje…

PS Na Special Edition Mediabook, jak zowie się rozszerzona dwupłytowa edycja albumu wraz z książeczką zawierającą genialne rysunki Travisa Smitha, możemy posłuchać, co muzycy robią w trakcie nocnych sesji.

 

Na zachętę:

Oficjalny teledysk do The Depth of Self-Delusion

 

  1. New Generation Slave (4:17)
  2. The Depth of Self-Delusion (7:39)
  3. Celebrity Touch (6:48)
  4. We Got Used to Us (4:12)
  5. Feel Like Falling (5:17)
  6. Deprived (Irretrievably Lost Imagination) (8:26)
  7. Escalator Shrine (12:41)
  8. Coda (1:39)

 

Bonus CD:

  1. Night Session – Part One (10:44)
  2. Night Session – Part Two (11:22)

 

Mariusz Duda – wokal, bas, gitara akustyczna

Piotr Grudziński – gitara elektryczna

Piotr Kozieradzki – perkusja

Michał Łapaj – instrumenty klawiszowe, organy Hammonda, theremin

+

Marcin Odyniec – saksofon altowy i sopranowy

 

© 2015 Frontier Theme