5.04.2013 – RIVERSIDE – Poznań, Eskulap

IMGP6115

Epilog

Moje spotkanie z Riverside miało miejsce już po godzinie 17, kiedy to zespół zjawił się w poznańskim Empiku. Dzięki krótkiej rozmowie zgromadzeni w niewielkim pomieszczeniu fani mogli dowiedzieć się, że dzień wcześniej muzycy grali koncert w Koninie dla publiczności siedzącej na krzesłach niczym w kinie, a tak naprawdę najlepiej przyjmowani są w Finlandii ze względu na wspólne rytuały.

Poza tym wieczorem nie uświadczymy znakomitego Deprived, ale możemy liczyć na inne niespodzianki. Po wywiadzie nadszedł czas na autografy, wspólne zdjęcia i krótkie rozmowy. Riverside (w składzie: Mariusz Duda, Piotr Grudziński, Michał Łapaj i Piotr Kozieradzki) okazał się niezwykle sympatycznym i skromnym zespołem mimo dużej popularności nie tylko w naszym kraju. Dość powiedzieć, że pierwszą część trasy odbył za naszą zachodnią granicą (Niemcy, Wielka Brytania, Belgia, Francja, Holandia), by dopiero po niej przylecieć do Polski. 5 kwietnia drugim przystankiem w naszym kraju był Poznań i koncert w studenckim Eskulapie…

Akt I

Maqama

Wokalista Maqamy – Kamil Haidar

Po raz drugi miałem przyjemność obejrzeć na żywo warszawski zespół Maqama, który wraz z muzykami Riverside wyruszył w polską część trasy. I po raz drugi było to spotkanie niezamierzone, gdyż w obu przypadkach muzycy występowali jako support przed koncertem głównym (w sierpniu 2011 roku grali przed samym Ozzym). Ich 40-minutowy set, na który złożyło się 9 kompozycji, opierał się na mieszance utworów z dwóch dotychczas wydanych płyt: Maqamat (2009) oraz Gospel of Judas (2012). Muzycznie propozycje Maqamy kojarzyły mi się ze Sweet Noise oraz Tool. Przyjemnie było popatrzeć na gitarowe zagrywki Mateusza Owczarka, szczególnie w ostatnim utworze, podczas którego cały czas przebierał palcami po gryfie. Nawet sprawdziłem tytuł – był to Dream Catcher z nowej płyty, różniący się jednak znacznie od wersji studyjnej. Bardzo ciekawy, klimatyczny numer. Wydaje mi się jednak, że Kamil Haidar powinien poćwiczyć jeszcze rolę frontmana, gdyż nawet jego „Poznań! Jak jest?” nie do końca przekonywało. Publiczność także nie rozgrzała się dostatecznie przy ich występie, chociaż nagrodziła muzyków gromkimi brawami (nie wiem jednak, czy za występ, czy za to, że w końcu skończyli grać). Chłopaki podziękowali, zeszli ze sceny, zaczął się demontaż sprzętu i oczekiwanie na gwiazdę wieczoru przy przyjemnych dla uszu dźwiękach Night Session

Akt II

Niedługo po godzinie 21 muzycy Riverside wyszli na scenę. Bez zbędnych zapowiedzi zaczęli od New Generation Slave, które gładko przeszło w The Depth of Self-Delusion. Po ich usłyszeniu można było zauważyć, że nie będzie odgrywania poszczególnych kompozycji nuta w nutę – w pierwszym utworze zabrakło mocnych wstawek pomiędzy początkowymi wersami śpiewanymi przez Mariusza Dudę, a w drugim panowie postanowili trochę pojamować i uraczyć nas znakomitymi solówkami na klawiszach (Michał Łapaj) i basie (Duda), przez co numer wydłużył się dwukrotnie. Już w Empiku zapowiadali, że setlista będzie składać się głównie z utworów, które pojawiły się na dwóch ostatnich, jakże odmiennych stylistycznie, albumach. Usłyszeliśmy więc po kolei: Feel Like Falling, Driven to Destruction, a także kompozycję Living In the Past z EP-ki Memories In My Head wydanej na 10-lecie zespołu. Ciekawie został zaprezentowany utwór We Got Used to Us, który zaczął się… codą znaną z 02 Panic Room. Z kolei ten numer dokończyli dopiero po odegraniu metalowego Egoist Hedonist. W pewnym momencie usłyszeliśmy nawet ikoniczny wstęp do Perfect Strangers, który miał sugerować, iż po przypisaniu zespołowi łatki drugiego Porcupine Tree czy Dream Theater teraz Riverside utożsamiany jest z Deep Purple. Podstawowy set zakończyli monumentalym Escalator Shrine z najnowszej płyty, w którym lider zespołu zachęcał poznańską publiczność do jak najcichszego okrzyku Yeeeeeaahh. Muszę przyznać, że wyszło to bardzo osobliwie. Muzycy opuścili scenę wśród wiwatów fanów, ale wiadomo było, że zaraz na nią powrócą.

Riverside__2_

Mariusz Duda z nieodłącznym basem…

No i wrócili. Mariusz Duda zapowiedział utwór do wspólnego zaśpiewania, po czym Piotr Grudziński zaintonował Left Out, w którym w środkowej części inicjatywę przejęła publika intonując stadionowe zaśpiewy raz z lewej, raz z prawej strony.

Akt III

Przy zachęcającym do ponownego zagrania chóralnym odśpiewie fanów z poprzedniego utworu, Riverside pojawił się ponownie na scenie Eskulapu. Muzycy tym razem cofnęli się w przeszłość i zaprezentowali balladę Conceiving You (wysłuchali zatem prośby jednej z fanek w Empiku) oraz instrumentalny Lucid Dream IV. Podziękowania, ukłony, oklaski… Wrócą?

Akt IV

Noż kurna. Pokażcie mi drugi zespół w Polsce, który po raz trzeci wychodzi na bis przy takiej owacji publiczności. Duda przed ostatnim utworem wspomniał, że Riverside bardzo lubi przyjeżdżać do Poznania, ponieważ, kiedy tutaj występują „zawsze wstępuje w nas druga młodość”. Jak widać nawet Warszawa w Poznaniu da się lubić. Jeszcze tylko krótkie pożegnanie („Riverside, dziękujemy bardzo”) i łupnęli – Celebrity Touch to prawdziwy koncertowy wymiatacz. Chociaż na albumie trochę odstaje od reszty i sam Duda przyznał, że mógł on być mylący w kontekście całego Shrine of New Generation Slaves, to na bis nadaje się idealnie. W czasie poznańskiego występu było widać szczerą radość u wszystkich muzyków. Michał Łapaj (ze swoim nieodłącznym strusiem na pokładzie) niczym Jordan Rudess za młodu dwoił się i troił przy swoim klawiszowym zestawie (potrafił nawet zagrać głową na organach Hammonda), a koncert zakończył, podobnie jak Duda ze swoją gitarą basową, grając na kolanach. Wielkie uznania należą się również serwującemu niczym w transie gitarowe solówki Grudzińskiemu oraz Kozieradzkiemu, który przecież grę na perkusji rozpoczynał w metalowych zespołach.

...i Michał Łapaj ze swoim strusiem.

…i Michał Łapaj ze swoim strusiem

Prolog

Cały koncert trwał dobre dwie godziny, ale z ciekawości postanowiłem jeszcze poczekać na muzyków po jego zakończeniu. Bardziej, aby przekonać się o ich pozytywnym nastawieniu do fanów, których kilkudziesięciu, po zakupie na stoisku płyt CD, winyli tudzież koszulek, cierpliwie wyczekiwała na swoich ulubieńców, ponieważ swoje załatwiłem przy okazji wcześniejszego spotkania w Empiku. Sympatycy zespołu nie rozczarowali się, bo muzycy co jakiś czas przemieszczali się po holu studenckiego klubu. Co ciekawe, chłopaków z Maqamy nikt nie zaczepiał… Po raz kolejni okazali się bardzo skromni i sympatyczni. Chętnie wdawali się w rozmowy nie tylko na tematy muzyczne. Najdłużej musieliśmy czekać na Dudę, którego Łapaj (obdarowany przez jedną z fanek piwem) wywołał w końcu z garderoby po tym, jak został upomniany przez ochronę, że musi opuścić lokal, ponieważ zmęczeni pracownicy kończą pracę (!). Postanowiłem wykorzystać okazję i zamieniłem kilka słów z liderem zespołu, dzięki czemu do kolekcji doszła kostka z logiem zespołu i nazwą trasy.

Fot. Bartłomiej Wójcik

 

© 2015 Frontier Theme