27.04.2013 – WARSAW PROG DAYS – Warszawa, Progresja

w_prog_days

Warsaw Prog Days – pod taką nazwą odbył się niedawno nowy festiwal dla miłośników rocka progresywnego, którego pomysłodawcą jest gitarzysta Mirek Gil, założyciel grupy Believe, a ja, dzięki uprzejmości pewnej redakcji, mogłem uczestniczyć w tym ciekawym wydarzeniu. Pierwsza edycja odbyła się w stołecznej Progresji – klubu, którego nazwa wprost zobowiązuje do goszczenia zespołów z kręgu szeroko pojętego art-rocka. Do takich należą z pewnością występujący w sobotni wieczór: Votum, Osada Vida oraz wspomniany Believe. Wszystkie składy mogły zaprezentować kompozycje ze swoich najnowszych krążków, ponieważ w ciągu dwóch miesięcy na rynku muzycznym pojawiły się kolejne albumy w dyskografii wyżej wymienionych zespołów. I tak, Votum promował Harvest Moon (premiera miała miejsce 8 lutego), Osada Vida – Particles (11 marca), a Believe – The Warmest Sun In Winter (8 kwietnia). O wszystkich tych informacjach powiadomił publiczność dziennikarz radiowej Jedynki, Adam Dobrzyński, który wcielił się w rolę konferansjera przed każdym wystąpieniem.

Votum

Votum | Fot. Bartłomiej Wójcik

Jako pierwsi na scenie pojawili się muzycy Votum, teoretycznie najmniej znani spośród całej trójki. Dało się to zauważyć kilka minut przed godziną 18.00, kiedy miał rozpocząć się pierwszy występ, a na sali klubu wszystkich widzów można było policzyć dosłownie na palcach obu rąk. Ostatecznie festiwal rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem. Warszawiacy nie są jednak debiutantami. Ich historia sięga 2003 roku, a Harvest Moon jest  trzecim krążkiem zespołu, bardzo zresztą udanym. Grają muzykę progmetalową, gdzie spokojne momenty z ciepłym wokalem Macieja Kosińskiego i klawiszowymi pasażami Zbigniewa Szatkowskiego przeplatają się z ciężkimi gitarami Adama Kaczmarka i Aleksandra Salamonika oraz podwójną stopą perkusisty Piotra Umińskiego, czego dobrym przykładem mógł być Glassy Essence. Zaczęli jednak od pierwszego utworu z nowej płyty – Vicious Circle, a ogólnie zagrali z niej aż osiem kawałków. Kosiński, nieprzypominający zupełnie członka metalowego składu, miał dobry kontakt z nieliczną publicznością, Salamonik imponował gitarowymi solówkami, z których jedną zakończył nawet na kolanach, Kaczmarek i Szatkowski – jedyni długowłosi w zespole, mieli okazję pomachać banią podczas swoich zagrywek, ale nie da się ukryć, że dzisiejszego wieczoru to nie oni byli wyczekiwani przez publiczność. Gdyby nie pomoc Adama Dobrzyńskiego w skandowaniu nazwy zespołu, zapewne nie wykonaliby na bis The Pun wywołanego przez jednego z fanów.

Osada Vida

Osada Vida | Fot. Ewa Rogoyska

W podobnej stylistyce poruszali się do niedawna muzycy śląskiej grupy Osada Vida. Na ostatnim albumie porzucili jednak cięższe, metalowe brzmienia na rzecz krótszych, bardziej rockowych utworów, które świetnie wypadają na żywo. Duża w tym zasługa nowego wokalisty, znanego z Acute Mind, Marka Majewskiego. Wprowadził on do tego zespołu prawdziwy powiew świeżości i humoru, co było widać na scenie, kiedy pozwalał sobie na dowcipne dialogi z basistą Łukaszem Lisiakiem (udało mu się nawet namówić część publiczności do podejścia do barierek!). Rozpoczęli od żywiołowego Mighty World, by później zaprezentować Fear, w którym do głosu doszły również: tamburyn oraz grzechotka, którymi zręcznie posługiwał się Majewski. Lekki powrót do przeszłości w postaci Childmare i kolejne kawałki z Particles. Szczególnie ciekawie wypadł Hard-Boiled Wonderland oraz instrumentalny David’s Wasp, w którym w końcu mogli popisać się pozostali muzycy. Wzrok przykuwał styl gry na gitarze Bartka Bereski prezentującego w ciągłym ruchu a to ciężkie riffy, a to stylowe solówki, a to nowy pomysł na użycie plastikowej butelki zamiast tulejki. Podstawowy set zakończył Bone z drugiej płyty zespołu, który, co ciekawe miał najdłuższy staż spośród wszystkich występujących tego wieczoru na scenie. O zachęty ze strony publiczności do ponownego wyjścia też było łatwiej, dlatego po krótkiej przerwie w Progresji wybrzmiały dźwięki znanego utworu Metalliki. To Muster of Puppets, który ukazał się na Particles w wersji jazzowej. Muszę przyznać, że całkiem zgrabnie wyszło to panom z Osady, a Majewski wykazał się swoim potencjałem wokalnym.

Believe | Fot. Ewa Rogoyska

Believe | Fot. Ewa Rogoyska

Z półtoragodzinnym opóźnieniem w stosunku do pierwotnej godziny rozpoczęcia występu na scenie zameldowali się muzycy Believe przywitani gromkimi brawami przez fanów stojących już przy samych barierkach. Jako główna gwiazda wieczoru mogli sobie pozwolić na odegranie najnowszej płyty w całości. Wszyscy zgromadzeni w Progresji przyjęli ten fakt z zadowoleniem, ponieważ ostatni album The Warmest Sun In Winter wydaje się najdojrzalszym dziełem w dorobku warszawskiej formacji. Nie przeszkadza nawet fakt, że Satomi uczestniczyła w jego nagrywaniu tylko jako gość, a jej skrzypce słychać głównie w Please Go Home – moim ulubionym utworze z nowego krążka. Najkrótszy, ale najbardziej energetyczny, świetnie wypadł również tego wieczoru podczas Warsaw Prog Days. Jak wiadomo, wspaniałe utwory rodzą się z bólu i smutku ich twórców, a wspomniany Please Go Home jest hołdem dla Roberta Roszaka – dziennikarza Radia Konin, który zmarł niecałe dwa lata temu. Wracając do muzycznej oprawy, w drugiej części koncertu wybrzmiało kilka utworów z poprzednich albumów: AA, What They Want, The Bread Is Mine, World Is Round oraz Hope To See Another Day. Mirek Gil jak zwykle czarował fanów dźwiękami swojego Les Paula, Konrad Wantrych coraz pewniej czuje się za klawiszami, a Karol Wróblewski stał się już frontmanem pełną gębą posługującym się nie tylko znakomitą barwą głosu, ale także fletem, tamburynem czy megafonem. Wspaniały był to występ. Muzycy mieli jeszcze dużo roboty po jego zakończenia, gdyż fani z niecierpliwością ustawili się w kolejce po autografy i zdjęcia przy specjalnym stoisku, na którym można było zaopatrzyć się w gadżety i albumy wszystkich grup występujących tego dnia podczas Warsaw Prog Days. Idea samego festiwalu wydaje się zacna i, tak jak Adam Dobrzyński, mam nadzieję na jego kontynuację i zapraszanie kolejnych gwiazd progresywnego grania.

PS Na imprezie obecny był Wojciech Szadkowski, którego fanom art-rocka nie trzeba przedstawiać. Czyżby oznaczało to, iż podczas drugiej odsłony zobaczymy reaktywację Collage?

 

© 2015 Frontier Theme