28.04.2013 – MEAT LOAF – Berlin, o2 World Arena

Meat Loaf

Dzień po festiwalu Warsaw Prog Days znajdowałem się już ponad 500 km od stołecznego miasta. Wraz ze znajomym dojechaliśmy bowiem do Berlina, gdzie 28 kwietnia miał miejsce koncert Marvina Lee Adaya, znanego bardziej jako Meat Loaf, który wyruszył w pożegnalną trasę „Last at Bat Tour” zahaczając o kilkanaście europejskich miast, oczywiście z wyjątkiem polskich. Jakże więc nie wykorzystać okazji i nie zjawić się w położonej niedaleko niemieckiej stolicy?

Meat Loaf ma już swoje lata i pomimo kilku zemdleń na scenie ostatnimi czasy, bardzo doceniam jego ambicje i podjęcie decyzji o wyczerpującej trasie, podczas której wykonuje w całości prawie debiutancki album z 1977 roku – Bat Out of Hell. A płyta to zacna. Można by napisać, że kanon muzyki rockowej. Jest to w dużej mierze zasługa kompozytora Jima Steinmana, który współpracował z Meat Loafem na chwałę jego największych dokonań. Sam Meat nie jest bowiem twórcą tekstów, nie gra także na żadnym instrumencie (zagrał za to w kilkunastu niszowych filmach), ale dzięki swojemu niesamowitemu głosowi i charyzmie osiągnął w branży muzycznej bardzo dużo wydając na świat 12 studyjnych albumów.

Wokalista, jak zwykle, zabrał ze sobą w trasę grupę świetnych muzyków – gitarzystów: Randy’ego Flowersa i Paula Crooka, który ma za sobą epizod w zespole Anthrax, perkusistę Johna Miceliego, basistę Danny’ego Mirandę, saksofonistę Dave’a Luthera, pianistę Justina Avery’ego oraz uroczą wokalistkę Patricię Russo, która znakomicie współpracowała z  Meat Loafem podczas muzycznych dialogów i ociekających seksem scenek podkreślających liryczną zawartość utworów (Paradise By The Dashboard Light). Po krótkim intro w postaci When I’m 64 Beatlesów rozpoczął się pierwszy akt, podczas którego artyści wykonali „greatest hits” z najważniejszych albumów Meat Loafa. Zaczęli od energicznego Runnin’ for the Red Light (I Gotta Life) połączonego z Life Is a Lemon (And I Want My Money Back). Wspaniale wypadł Dead Ringer for Love, w którym obowiązki Cher przejęła Patricia. Widzowie zasiadający w hali O2 World mieli również okazję usłyszeć po jednym kawałku z trzech ostatnich płyt artysty (If It Ain’t Broke, Breake It, Los Angeloser, The Giving Tree), a pierwszą część, trwającą niecałe 50 minut, zakończyły: Objects in the Rear View Mirror May Appear Closer than They Are oraz Out of the Frying Pan (And into the Fire) z drugiej odsłony trylogii o nietoperzu. Podczas wykonywania poszczególnych utworów na ekranie pojawiały się liczne wizualizacje rozpraszające nieco fanów. Dla mnie to był pierwszy zagraniczny koncert, więc i tak więcej czasu zajmowało mi obserwowanie całej otoczki niż skupienie się na głównym daniu, tym bardziej, że siedziałem na trybunach w dużej odległości od sceny.

Bat Out of Hell.

Bat Out of Hell

Drugi akt zapowiadał się o wiele ciekawiej. W końcu to jak wykonanie w całości The Dark Side of the Moon czy innego Machine Head. Bat Out of Hell po 36 latach nadal broni się wspaniałymi aranżacjami Steinmana, o których zresztą sam opowiadał w filmikach pojawiających się pomiędzy utworami (niestety, z niemieckim dubbingiem) i przyjemnością było usłyszeć jego prezentację na żywo. Jednak, o ile instrumentaliści wspięli się na wyżyny umiejętności (szczególne uznania dla Luthera i Avery’ego za sprawne operowanie pianinem), o tyle wokalna dyspozycja głównego wokalisty pozostawiała wiele do życzenia. Nieraz odnosiłem wrażenie, że zaraz zejdzie na oczach niemieckiej publiczności (sam wspominał, że byłaby to dla niego wymarzona śmierć). Czasami nie nadążał za szybkimi dialogami, których w jego twórczości nie brakuje (Bat Out of Hell), czasami rozklejał się przy wykonywaniu spokojniejszych kompozycji (Heaven Can Wait, For Crying Out Loud), ale dzięki obecności na scenie wspominanej Patricii można było przymknąć na to oko. Ważne, że publiczność była zadowolona, czego dowodem były spontaniczne tańce i oklaski w rytm muzyki podczas You Took the Words Rights Out of My Mouth (Hot Summer Night), chociaż bilety nie sprzedawały się jak ciepłe bułeczki i organizatorzy postanowili zmniejszyć liczbę siedzeń w hali.

Spocony, ale szczęśliwy Meat Loaf wraz ze swoim zespołem wykonał jeszcze na bis legendarny I’d Do Anything for Love (But I Won’t Do That) i wiązankę Boneyard/Free Bird (z popisowymi solówkami obu gitarzystów)/All Revved Up with No Place to Go. „Last at Bat Tour” kończy się 25 maja występem w Manchesterze, ale czy rzeczywiście była to pożegnalna trasa dowiemy się niedługo, gdyż na przyszły rok zapowiadany jest kolejny album artysty, i to we współpracy ze Steinmanem.

Fot. wpisu: Robert Günther | flickr.com

 

1 Comment

  1. Byłem na tym koncercie. Przed koncertem odbyłem również krótką pogawędkę z samym Meat Loaf’em (Meet & Greet). Koncert rewelacyjny, facet był w najlepszej formie od kilku ładnych lat. Miejmy tylko nadzieję, że jeszcze zawita na jakiś koncert do Europy, bo kto jak kto, ale on koncerty ma fantastyczne.

Comments are closed.

© 2015 Frontier Theme