3.07.2013 IRON MAIDEN – Łódź, Atlas Arena

1_8a499ddf7f

Legenda heavy metalu – brytyjska grupa Iron Maiden nie daje swoim fanom w Polsce długo czekać na kolejne występy. Tym razem, w ramach retrospektywnej trasy Maiden England Tour postanowiła wystąpić w dwóch nowoczesnych halach – łódzkiej Atlas Arenie oraz gdańsko-sopockiej Ergo Arenie. Ja, dzięki uprzejmości moich znajomych, miałem okazję uczestniczyć w pierwszym z wymienionych koncertów i po raz drugi przekonać się, że muzycy, mimo upływu lat, cały czas są w znakomitej formie.

Każdy kolejny występ Iron Maiden wywołuje niezwykłe emocje, a widok publiki (ubranej przeważnie w czarne koszulki z wizerunkiem Eddiego), która obejmuje trzy pokolenia napawa szczerym optymizmem i przywraca wiarę w dobre muzyczne gusta Polaków. 3 lipca Łódź została zalana właśnie przez fanów metalu, którzy przyjechali na show Maidenów z całego kraju. Bilety rozeszły się błyskawicznie, chociaż na dzień przed koncertem Live Nation wypuścił dodatkowo wejściówki na płytę i jedną z trybun.

Wydany w 2010 roku album The Final Frontier zapowiadany był jako ostatni w karierze zespołu. Coś nie chcę mi się w to wierzyć patrząc na to, jaką radość dają muzykom kolejne występy na całym świecie. Tym razem wyruszyli, aby przypomnieć pamiętne przeboje grupy z trasy promującej krążek Seventh Son of a Seventh Son (do repertuaru dołączyli jeszcze dwa utwory z wydanego 4 lata później Fear of the Dark). Przy okazji wypuścili na rynek wydawnictwo Maiden England ‘88 upamiętniające listopadowe koncerty w Birmingham sprzed ćwierć wieku. System album-trasa-DVD sprawdza się zatem w przypadku Iron Maiden wzorowo. W każdym z krajów są przyjmowani niezwykle ciepło i zapewne gdyby wcześniej zakontraktowali jeszcze ze trzy koncerty w naszym kraju, również zostałyby one wyprzedane.

Narodziny Siódmego Syna.

Narodziny Siódmego Syna

O godzinie 20:45 w łódzkiej Atlas Arenie emocje sięgnęły zenitu. Intro, w postaci Doctor Doctor innej legendy brytyjskiego rocka – grupy UFO, sugerowało, że za moment na scenę wkroczy gwiazda tego wieczoru (oczywiście w liczbie sześciu). Set-lista tej trasy nie zmienia się od początku, więc zaczęli standardowo od Moonchild i Can I Play with Madness. Po nich wybrzmiała krótka introdukcja do The Prisoner i muzycy, a wraz z nimi publiczność, znów dali się ponieść metalowej galopadzie. Nie obyło się bez -Scream for me Łódź, scream for me Poland! (nie wiem, jak było dzień później w Gdańsku, ale w Łodzi wymówienie nazwy miasta wyszło wokaliście bardzo poprawnie). Standardowych zagrywek było więcej – oprócz skaczącego po wszystkim i wywijającego mikrofonem (a także brytyjską flagą podczas The Trooper) Bruce’a Dickinsona – strzelający do publiki z gitary Steve Harris, widowiskowo grający Janick Gers z przewieszoną polską flagą rzuconą przez jednego z fanów, mnóstwo pirotechniki, zdjęcia znane z okładek poszczególnych albumów i singli zespołów w tle oraz stały punkt każdego show, czyli Eddy na scenie we własnej osobie – tym razem z szabelką wspólnie z Gersem improwizował na gitarze elektrycznej podczas Run to the Hills. Poza tym ujrzeliśmy „maskotkę” diabełka podczas The Number Of The Beast, wcielenie Eddy’ego znanego z okładki Seventh Son of a Seventh Son w Iron Maiden oraz wielką, pulsującą głowę utworze tytułowym z tego albumu (swoją drogą, to był jeden z najciekawszych fragmentów wieczoru – z Dickinsonem ubranym niczym Dracula, przeciągającego w pewnym momencie wokalną frazę w nieskończoność, i z wydłużoną częścią instrumentalną, dzięki czemu trwał on prawie 12 minut). Fani mogli się sprawdzić w chórkach podczas Fear of the Dark – jednego z „nowszych” utworów podczas tej trasy. Drugim był Afraid to Shoot Strangers, poprzedzony konferansjerką Dickinsona o Polakach w różnych postaciach. Maidenowe klasyki również zostały przyjęte owacyjnie – 2 Minutes to Midnight, The Trooper czy Phantom of the Opera, podczas którego zrobiło się trochę gorąco ze względu na buchające w górę płomienie. Nie wiem, co działo się po samymi barierkami (ścisk pewnie taki, jak na płycie głównej), ale na Golden Circle, czyli moim stanowisku obserwatorskim, było jeszcze sporo miejsca, które można było wykorzystać do wspólnych tańców (pozdrawiam znajomych!).

Bruce "The Trooper".

Bruce „The Trooper”

Nie mogło się także obyć bez Aces High, w którym Dickinson wcielił się w rolę pilota – był to pierwszy utwór na bis składający się również z The Evil That Men Do oraz Running Free, podczas którego poznaliśmy wszystkich członków zespołu z imienia i nazwiska. Szczere podziękowania, frotki, pałeczki, kosteczki i kolejny polski wieczór z Iron Maiden przeszedł do historii. Z przyjemnością patrzyło się na żywiołowe granie (i skakanie) muzyków, którzy urodzili się w latach 50., a którym wciąż nie brakuje energii na wyczerpujące trasy koncertowe. Zaledwie kilka minut po występie byli już w drodze na łódzkie lotnisko, skąd odlecieli na północ Polski, gdzie zaprezentowali podobne przedstawienie dla publiczności w Ergo Arenie.

PS Przed Iron Maiden, około godziny 19:30, na scenie wystąpił brytyjski Voodoo Six (chociaż na scenie rozgrzewało publiczność pięciu muzyków). Niestety, nie jestem w stanie obiektywnie ocenić krótkiego setu, podczas którego zagrali osiem utworów, gdyż na płycie pojawiłem się zbyt późno. Metalowe kawałki, które wybrzmiały, na pewno jednak umiliły czas oczekiwania na Iron Maiden, występujący, co ciekawe, podczas trasy Maiden England Tour również z Sabaton, Ghost, Anthrax czy Megadeth.

 
Znalezione w sieci:

Iron Maiden – Moonchild (Łódź 2013)

 

Fot. wpisu: Craig Hawkins | flickr.com

 

© 2015 Frontier Theme