CAMEL – Harbour of Tears (1996)

Harbour Of Tears

In this quiet place I stand alone
from my homeland far away
And my empty heart cannot recall
the forgotten dreams that brought me joy

Zawsze, ilekroć słyszę początek tej płyty w wykonaniu Mae McKenny, przechodzą mnie ciarki. Harbour of Tears jest dwunastym studyjnym albumem brytyjskiej grupy Camel.

Opowiedziana przez Andy’ego Latimera historia irlandzkich emigrantów wyruszających z portu Cóbh do Stanów Zjednoczonych z powodu Wielkiego Głodu czyni tę płytę pełną smutku, nostalgii, ale także pięknych dźwięków płynących z gitary lidera zespołu. Już pierwsze dwa utwory, zatytułowane Irish Air i Irish Air (Instrumental Reprise), obrazują nam resztę tego arcydzieła. Perkusja wkracza dopiero w Send Home the Slates oznaczonego jako piąty na płycie. Zresztą krótka przerwa następuje dopiero po siódmym Watching the Bobbins. Na albumie usłyszymy także trzy okołominutowe miniaturki: Cóbh, Under the Moon z piękną łkającą solówką gitarową, a także Generations po którym następuje Eyes of Ireland zaśpiewany przez Latimera przy akompaniamencie akustycznej gitary.

When you sail from the Harbour
It’s your last eyes of Ireland

Gęściej robi się w instrumentalnym Running from Paradise, szczególnie w drugiej jego części ze świetnymi partiami fletu. Nostalgia powraca w End of the Day, ale tylko na dwie i pół minuty, gdyż po nim następuje najlepszy na całym albumie Coming of Age – typowy camelowy radosny utwór bez udziału wokalistów, ale za to pokazujący wirtuozerię muzyków grupy. Patrzymy na czas trwania ostatniego utworu zatytułowanego The Hour Candle (A Song for My Father) – 23:00 i myślimy „no na koniec jakaś pogmatwana pełna solówek suita”. Na początku jednak słyszymy gitarową repryzę znaną z utworu tytułowego, następnie włącza się perkusja i Latimer urzeka nas kolejną gitarową solówką. Niedługo po tym powraca znany motyw i po siedmiu minutach znów pojawia się Mae McKenna ze swoją wokalizą, a pozostałą część „utworu” wypełnia szum fal Morza Irlandzkiego w porcie Cóbh (idealne ukojenie dla uszu – ten moment płyty najlepiej zapuścić w słuchawkach).

Harbour of Tears jest bardzo osobisty – Andy Latimer przelał na niego cały swój smutek po śmierci ojca i pokazał, że potrafi zagrać bardzo uczuciowo nie siląc się na wymyślne gitarowe łamańce. Pozostali muzycy mu nie przeszkadzają i wiernie towarzyszą w opowiadaniu tej poruszającej historii. Ojciec powinien być dumny z tak utalentowanego syna.

 
Na zachętę:

Camel – Harbour of Tears/Cóbh/Send Home the Slates/Under the Moon/Eyes of Ireland (Live 1997)

 

  1. Irish Air (0:57)
  2. Irish Air (Instrumental Reprise) (1:57)
  3. Harbour of Tears (3:13)
  4. Cóbh (0:51)
  5. Send Home the Slates (4:23)
  6. Under the Moon (1:16)
  7. Watching the Bobbins (7:14)
  8. Generations (1:02)
  9. Eyes of Ireland (3:09)
  10. Running from Paradise (5:21)
  11. End of the Day (2:29)
  12. Coming of Age (7:22)
  13. The Hour Candle (A Song for My Father) (23:00)

 

Andrew Latimer – wokal, gitary, flet, flażolet, instrumenty klawiszowe

Colin Bass – wokal, bas

Mickey Simmonds – instrumenty klawiszowe

+

David Paton – wokal, bas

Mae McKenna – wokal

John Xepoleas – perkusja

Neil Panton – obój, saksofon sopranowy, fisharmonia

John Burton – róg

Barry Phillips – wiolonczela

Karen Bentley, Anita Stoneham – skrzypce

 

© 2015 Frontier Theme