30.07.2013 – DEEP PURPLE – Wrocław, Hala Stulecia

Deep Purple

Deep Purple również lubi koncertować w naszym kraju. Mimo iż zespól odwołał letnią trasę koncertową w poprzednim roku z powodu prac nad albumem Now What?!, dokładnie rok po planowanym wtedy koncercie, stawił się jednak we Wrocławiu, chociaż z nowego krążka muzycy prezentują teraz zaledwie 3-4 utwory. Resztę setlisty stanowi klasyka, dlatego nie mogło zabraknąć mnie na owym wydarzeniu.

Kłótnie wewnątrz zespołu, zmiany składu, zawieszenie działalności, śmierć Jona Lorda – te wszystkie trudne momenty nie stanęły na przeszkodzie, aby Deep Purple nagrał dziewiętnasty studyjny album i ruszył w kolejną trasę koncertową. Po prawie trzech latach muzycy wrócili do wrocławskiej Hali Stulecia, gdzie po raz kolejny zagrali energetyczny koncert. Chociaż panowie do młodzieniaszków nie należą, a Ian Gillan nie jest już w stanie wyciągać większości utworów, to usłyszeć Fireball, Into the Fire i Hard Lovin’ Man na samym początku występu było bezcennym przeżyciem (aczkolwiek na kolejnej setliście, dwa dni później w niemieckim Wacken, zamiast pierwszej kompozycji pojawił się już Highway Star).

Deep Purple

Ian Gillan i Steve Morse (w tle Don Airey) | Fot. Jacek Kowalski

Brak formy Gillana nadrabiali pozostali muzycy, z których każdy zaprezentował swoje umiejętności podczas udanych solówek – Steve Morse miał swoje pięć minut podczas Contact Lost i The Well-Dressed Guitar, a Ian Paice w trakcie The Mule (rewelacyjna partia na perkusji fluorescencyjnymi pałeczkami). Nie obyło się bez czarowania publiczności Chopinem i Mazurkiem Dąbrowskiego ze strony Dona Aireya i basowym wstępem do Black Night Rogera Glovera. Sam Gillan odezwał się dopiero po kilku utworach, ale nie był tego wieczoru zbyt rozmowny. Najważniejsza była muzyka. A ta okazała się wyśmienita. Świetnie wypadły utwory z nowej płyty, które wybrzmiały w liczbie czterech – Vincent Price, All the Time in the World, Above and Beyond oraz Hell to Pay. Najwięcej entuzjazmu wywoływały jednak klasyki. A tych muzycy mieli kilka w zanadrzu. Strange Kind of Woman (z solówką Morse’a znacznie odbiegającą od oryginału i wokalno-gitarowym pojedynkiem pod koniec), Lazy (z popisowym wstępem Aireya) oraz No One Came zostały bardzo ciepło przyjęte przez publiczność. Najlepsze jednak artyści zostawili na ostatnią część koncertu. Szczere owacje usłyszeli, kiedy Airey zaintonował pierwsze dźwięki Perfect Strangers – koncertowego killera, ze złowieszczymi dźwiękami gitary i organów, które opanowywały ciemności wrocławskiej hali. Nawet Gillan się starał i wykonanie wyszło niemal… perfekcyjnie. Na koniec wybrzmiały jeszcze dwa utwory z legendarnego albumu Machine HeadSpace Truckin’ (w którym wokalista swoją formą już tak nie imponował) oraz Smoke on the Water – stary i zgrany punkt kulminacyjny koncertów Deep Purple. Tutaj trwający ponad 6 minut, z mięsistą solówką Morse’a w połowie oraz udaną interakcją Gillana z publicznością (-All right, unbelievable, you’re fantastic!).

Deep Purple

Roger Glover i Ian Paice | Fot. Jacek Kowalski

Koniec? Nieee… Wiadomo było, że na tej trasie grupa zaprezentuje jeszcze trzy kawałki. Na początek instrumentalny Green Onions z repertuaru Booker T. & The M.G.’s, który po minucie przerodził się w kolejny cover (tym razem Billy Joe Royala) – Hush z debiutanckiej płyty Deep Purple. Nie obyło się bez dużej dawki improwizacji ze strony wszystkich muzyków (m.in. Happy Birthday Aireya dla Morse’a, który dwa dni wcześniej obchodził 59. urodziny). Następnie sprawy w swoje ręce wziął Glover, wykonując udaną solówkę na gitarze basowej, którą przerwał Paice, dając do zrozumienia, że czas na Black Night – ostatni utwór tego wieczoru. Również rozbudowany, z Morse’em w roli głównej, który postanowił podjąć dialog z publiką. Jeszcze tylko kilka standardowych formułek na temat polskich fanów ze strony Gillana i kolejny koncert Deep Purple w naszym kraju przeszedł do historii.

PS Przed występem Brytyjczyków krótki set zaprezentowali rodacy z Kruka. To był dla nich szczególny tydzień, ponieważ po raz kolejny wystąpili jako support Deep Purple, który to inspiruje ich w swojej twórczości (na ostatniej płycie Be3 znalazła się nawet przeróbka Child in Time), a niedługo potem zostali pochwaleni przez samego Carlosa Santanę po występie w Dolinie Charlotty. Wszystkie te przyjemne trudy musiał udźwignąć nowy wokalista Andrzej Kwiatkowski, który współpracuje z grupą od niedawna. Niestety, do Hali Stulecia dotarłem dopiero przed godziną 21, więc nie było mi dane potwierdzić pozytywnych opinii o występie Kruka.

PS 2 Podsumowując, kilka minusów (forma Gillana, duchota i pogłos perkusji w hali, momentami oślepiające światłą kierowane na publiczność) zostało zrównoważone przez kilka plusów (ciekawy zestaw utworów, liczne improwizacje i pojedynki na instrumenty, radość z grania, urzekające solówki).

Znalezione w sieci:

Deep Purple – Fireball/Into the Fire (Wrocław 2013)

 

Fot. wpisu: Jacek Kowalski

 

© 2015 Frontier Theme