MOSTLY AUTUMN – For All We Shared… (1998)

For All We Shared

Nadeszła jesień, więc wypada posłuchać zespołu o adekwatnej, co do aury,  nazwie – Mostly Autumn. Grupa założona w 1997 roku przez multiinstrumentalistę Briana Josha tworzy muzykę spod znaku art rocka. A to ze względu na rozszerzone instrumentarium, wpływ muzyki progresywnej z lat 70. i otwarte głowy artystów. Słuchając ich dokonań możemy wyobrazić sobie spacery po lesie, wędrówki w góry lub odpoczynek nad brytyjskim jeziorem. Zresztą sam założyciel przyznał kiedyś, że podczas takiej formy relaksu znajduje natchnienie do pisania nowych piosenek.

Pierwszy album – For All We Shared… – to udane połączenie muzyki celtyckiej, folkowej i progresywnej. Na początku (i na zakończeniu) słyszymy podmuch wiatru, co nie jest przypadkiem, ponieważ kolejne płyty będą zaczynały się tym samym dźwiękiem, który kończył poprzednią. Nowhere to Hide (Close My Eyes) to świetny rozgrzewacz.  Przyjemna barwa głosu Josha bardzo dobrze komponuje się z żeńskim wokalem Heather Findlay. Bardzo skoczny utwór, który zachęca do dalszego słuchania. W Porcupine Rain dominuje zapętlona partia gitary, a słuchając The Last Climb warto poczekać ponad trzy minuty na solówkę Boba Fauldsa na skrzypcach i ponad pięć na Josha z gitarą elektryczną. Zagrywki na flecie słychać natomiast we wstępie do Heroes Never Die – numerze często wykonywanym na koncertach grupy. Znów jest w miarę spokojnie, ale w drugiej części utwór przyspiesza i lider zespołu popisuje się kolejną solówką na swoim wiodącym instrumencie. Dla fanów tradycyjnych, folkowych dźwięków z wykorzystaniem dud, skrzypiec, bębnów, gwizdków, a nawet djembe zespół przygotował trzy utwory – Folklore, Shenanigans oraz Out of the Inn ilustrujący fragment „Władcy Pierścieni”. Zresztą ta sama kompozycja pojawiła się na wydanym kilka lat później albumie Music Inspired by the Lord of the Rings. Szkoda, że muzycy będą stopniowo odchodzić od takich form na kolejnych studyjnych płytach. Po drodze mamy jeszcze chwilę wytchnienia w Boundless Ocean z kolejną solówką na skrzypcach pod koniec utworu oraz Steal Away z ładną partią wokalną Findlay, ale najlepsze muzycy Mostly Autumn zostawili jednak na koniec – The Night Sky to prawdziwa, progresywna, ponaddziesięciominutowa perełka. Zaczyna się niepozornie – od wiatru i przyjemnego damsko-męskiego wokalu. Później słyszymy akustyczną gitarę i djembę – afrykański bębenek. Orgazmu doznajemy jednak w drugiej połowie utworu, kiedy wchodzi partia skrzypiec, a następnie gitary elektrycznej, po których pozostaje nam uczucie podmuchów wiatru smagających nasze twarze. Zdajemy sobie sprawę, że takich dźwięków moglibyśmy słuchać w nieskończoność, jednak 65 minut to i tak dużo jak na debiutancki album, który polecam szczególnie na jesienne wieczory.

 
Na zachętę:

Mostly Autumn – The Night Sky (Live 2001)

 

  1. Nowhere to Hide (Close My Eyes) (6:12)
  2. Porcupine Rain (4:40)
  3. The Last Climb (8:00)
  4. Heroes Never Die (9:33)
  5. Folklore (5:49)
  6. Boundless Ocean (5:42)
  7. Shenanigians (3:50)
  8. Steal Away (4:56)
  9. Out of the Inn (6:43)
  10. The Night Sky (10:25)

 

Brain Josh – wokal, gitary

Heather Findlay – wokal, gitara akustyczna, tamburyn

Iain Jennings – wokal, keyboard

Liam Davison – wokal, gitary

Allan Scott – perkusja

Stuart Carver – bas

Bob Faulds – skrzypce

Kev Gibbons – gwizdki

+

Angela Goldhorpe – flet

Chè – djembe

 

© 2015 Frontier Theme