DEEP PURPLE – In Rock (1970)

In RockPo ostatniej wizycie w naszym kraju (30 lipca tego roku) sądziłem, że może to być ostatni występ Deep Purple przed polską publicznością. Że panowie po wydaniu Now What?! i przewidzianej w związku z tym trasie koncertowej udadzą się na zasłużoną emeryturę. W sumie tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że w ramach „Now What?!: World Tour” muzycy zagrają jeszcze dwa razy w Polsce – 13 lutego w poznańskiej Arenie i dwa dni później w katowickim Spodku.

Przed wrocławskim występem postanowiłem przypomnieć sobie bogatą dyskografię Deep Purple. Spostrzeżenia? Mimo nierozstrzygniętego sporu wśród fanów i krytyków, która płyta spośród dwóch: Machine Head i Made in Japan jest najwybitniejszą w dorobku zespołu, ja takowego dylematu nie mam, gdyż uważam, że tą „naj” jest pierwsza w składzie Mk II – In Rock z 1970 roku, chociaż za dzieciaka wydawała mi się zbyt brutalna i wolałem słuchać The House of Blue Light A.D. 1987…

Po nagraniu trzech pierwszych albumów grupa nie była jeszcze tak popularna, a na horyzoncie pokazali się groźni konkurenci – Led Zeppelin i Black Sabbath. Trzeba było zmienić styl, więc doszło do małego przemeblowania składu. Wokalistę Roda Evansa zastąpił Ian Gillan, a basistę Nicka Simpera – Roger Glover. Ci dwaj panowie występowali wcześniej w Episode Six, jednak zdali sobie sprawę, że niczego wielkiego tam nie osiągną i wzięli się wraz z nowym zespołem do nagrywania albumu, który okazał się kamieniem milowym w muzyce hardrockowej.

Zmianę brzmienia słychać już od pierwszego na płycie Speed King – znakomitego, szybkiego rozgrzewacza zaczynającego się kaskadą gitarowych dźwięków ustępujących organom Jona Lorda, które nagle przerywa nowy głos Deep Purple, Ian Gillan – wokalista o niesamowitej skali, wnoszący do zespołu nową jakość. Potwierdza to również w drugim utworze – Bloodsucker opowiadającym o ludziach-krwiopijcach, którzy otaczają nas na co dzień. To, co najlepsze grupa zostawiła jednak w środku albumu – trwający ponad dziesięć minut Child in Time, czyli klasyka gatunku. Utwór kowerowany przez wielu późniejszych artystów, m.in. Yngwiego Malmsteena czy Grzegorza Kupczyka, a także polski zespół Quidam. Co tam, że introdukcja zerżnięta z Bombay Calling It’s A Beautiful Day. Takich dźwięków klawiszy, takich zaśpiewów, takich zagrywek gitarowych (moim zdaniem tym utworem Blackmore zasłużył, by znaleźć się w czołówce świata, jeśli chodzi o solówki) mógłbym słuchać na okrągło. Utwór z zaangażowanym tekstem o wojnie wietnamskiej kończy się niejako w 6. minucie, aby zacząć się od nowa i po raz kolejny pokazać słuchaczom kunszt wokalny Gillana. Szkoda, że wokalista nie jest już w stanie tak wyciągnąć tekstu, dlatego próżno teraz szukać Child in Time w setlistach na koncertach grupy. Po wysłuchaniu tego utworu nic już nie jest takie samo, ale na krążku pozostały jeszcze cztery kawałki. Dwa kolejne traktują o narkotykach. Flight of the Rat zaczyna się mięsistym riffem Blackmore’a, do akcji wkracza Gillan, później słyszymy Lorda, Blackmore’a i Paice’a ze swoimi solówkami. Całość podobno została zainspirowana „Lotem trzmiela” Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. Into the Fire to z kolei najkrótszy i najwolniejszy utwór z całej stawki. Minutę dłuższy jest Living Wreck, niewiele szybszy, ze świetnymi zagrywkami Lorda na organach i ciekawą solówką Blackmore’a w środku. Na koniec Hard Lovin’ Man – kwintesencja stylu Deep Purple w tamtym okresie. Siedem minut prawdziwego rockowego grania, w czasie którego każdy z muzyków ma czas na zaprezentowanie swoich umiejętności.

Na późniejszym wydaniu In Rock z 1995 roku znalazły się również m.in. utwory: Black Night z charakterystycznym riffem Blackmore’a, Cry Free (choć zarejestrowany w 1970 roku, to chyba jednak nie pasował na pierwotną wersję albumu) oraz instrumentalny Jam Stew, jak można się domyślić powstał wskutek jamowania, z którego znany był zespół.

Na koniec rzecz o okładce – jednej z najciekawszych w historii rocka, ukazującej dwuznaczność tytułu In Rock, który był z kolei przeciwstawnością poprzedniej płyty Deep Purple – In Concert. Otóż przedstawia ona muzyków grupy wkomponowanych w skały Mount Rushmore zamiast podobizn prezydentów USA – Washingtona, Jeffersona, Roosevelta i Lincolna. Chociaż nie przepadam za okładkami z wizerunkami muzyków, to jednak ten pomysł jest bardzo ciekawy i oryginalny.

Na zachętę:

Deep Purple – Child in Time (Live 1970)

 

  1. Speed King (5:49)
  2. Bloodsucker (4:10)
  3. Child in Time (10:14)
  4. Flight of the Rat (7:51)
  5. Into the Fire (3:28)
  6. Living Wreck (4:27)
  7. Hard Lovin’ Man (6:38)

 

Ian Gillan – wokal

Ritchie Blackmore – gitara elektryczna

Roger Glover – bas

Jon Lord – instrumenty klawiszowe

Ian Paice – perkusja

 

© 2015 Frontier Theme