COLLAGE – Moonshine (1994)

Moonshine

Lada moment Collage wyrusza w reunionową trasę, więc warto przypomnieć sobie dyskografię naszego najlepszego neoprogresywnego zespołu. Nie jest ona zbyt obszerna – ja zaliczam do niej w zasadzie tylko dwie płyty. Oprócz Baśni i Moonshine Collage firmował swoją nazwą również takie albumy, jak: Nine Songs of John Lennon z coverami wiadomego artysty, Changes będący kompilacją odrzutów, demówek i wczesnych wersji niektórych utworów, oraz Safe – przeciętny krążek, który nie miał nawet zostać wydany pod tym szyldem.

Nowe, zagraniczne studio, nowe brzmienie, nowy wokalista, dojrzały styl – to wszystko słychać odtwarzając materiał z Moonshine. Wyszedł z tego album godny miejsca w światowej czołówce art-rocka. Świeży, przemyślany, dopieszczony brzmieniowo niczym Misplaced Childhood zespołu Marillion jest prawdziwą wizytówką Collage (aczkolwiek stawiam go na równi z debiutem).

Od początku uderza nas patos klawiszy Krzysztofa Palczewskiego, uzupełniony bębnami Wojtka Szadkowskiego i gitarą Mirka Gila oraz nienagannym angielskim akcentem Roberta Amiriana (Do you hear my cry? Do you feel?). Klimatyczna, instrumentalna końcówka rozbudza apetyty na dalszą część płyty. In Your Eyes to rozbudowana czternastominutowa kompozycja. Przyjemna, ale nie tak udana jak pozostałe długasy serwowane przez Collage pod koniec albumu. Lovely Day i Living in the Moonlight to z kolei najbardziej przystępne utwory. Szczególnie ten drugi jest typową balladą podbarwioną świetną gitarą Gila. Niby prosta rzecz, a jednak jest to jeden z najmocniejszych momentów na Moonshine. Amiriana należy pochwalić za wokalne popisy na The Blues, gdzie potrafi zaśpiewać łagodnie, by po chwili wykrzyczeć:

I never slow down
I can feel it in my blood
Wild like burning fire
And I will never fade away

Prawdziwymi perełkami na albumie są Wings in the Night oraz Moonshine. Oba długie, rozbudowane, przepełnione emocjami i solówkami zdolnych instrumentalistów. Zarówno Gil, jak i Palczewski nie ustępują swoim mistrzom – Steve’owi Rothery’emu oraz Markowi Kelly’emu. W porównaniu do Marillion, Collage ma jednak przewagę na stanowisku perkusisty. Szadkowski potrafi wytworzyć swoimi zagrywkami niepowtarzalny klimat, jak na przykład we wstępie do utworu tytułowego. Na koniec tego prawie siedemdziesięciominutowego albumu Amirian przekonuje, że wojna się skończyła. Utwór War Is Over przypomina nieco The Tide Is Turning Rogera Watersa, również pod względem czasu trwania. Spokojny, wyciszający, po dużej dawce dźwięków, które dotąd atakowały nasze uszy.

Now the sky is so clear
There’s nothing to fear
Now we can go on from the start
Because
War is over
Tonight

PS W zremasterowanym wydaniu z 2003 roku znalazło się również miejsce dla bonusowego Almost There. Energiczny utwór, przypominający kompozycje z Baśni, aczkolwiek trochę zaburza całą koncepcję po końcowym War Is Over.

Na zachętę:

Collage – The Blues (Live 1996)

 

  1. Heroes Cry (6:40)
  2. In Your Eyes (14:05)
  3. Lovely Day (5:11)
  4. Living in the Moonlight (4:44)
  5. The Blues (7:17)
  6. Wings in the Night (11:13)
  7. Moonshine (12:51)
  8. War Is Over (5:28)

 

Robert Amirian – wokal

Mirek Gil – gitary

Krzysztof Palczewski – instrument klawiszowe

Wojtek Szadkowski – instrument perkusyjne

Piotr Witkowski – bas

 

© 2015 Frontier Theme