RAINBOW – Rising (1976)

Rising

W ostatnim tygodniu tęcza wzbudzała w naszym narodzie skrajne emocje i stała się jednym z głównych tematów polskich mediów. Jednakże są ludzie, którzy darzą ją ogromnym uwielbieniem. Chodzi oczywiście o tę, którą objawił nam w 1975 roku wirtuoz gitary – Ritchie Blackmore. Rok później zespół Rainbow, którego był założycielem, wydał jeden z najlepszych albumów w historii klasycznego hard rocka. Rising, bo o nim mowa, trwa zaledwie 33 minuty, ale zawiera prawdziwą kwintesencję gatunku.

Blackmore po podjęciu decyzji o opuszczeniu Deep Purple długo się nie nudził. Mógł wreszcie spełnić marzenie i założyć zespół, w którym to on będzie dyktatorem i będzie odpowiadał za całokształt. I tak powstał Ritchie Blackmore’s Rainbow, w którym znaleźli się muzycy grupy Elf z jednym z najlepszych (o ile nie najlepszym) głosów w historii metalu – Ronnie Jamesem Dio na czele. Pierwszy album zespołu również przeszedł do klasyki rocka, chociaż nie był w żaden sposób promowany, ponieważ zarówno Elf, jak i sam Blackmore z Deep Purple mieli zobowiązania koncertowe. Po wydaniu debiutu natomiast, szef zdecydował się na zmianę składu (co okazało się normą w kolejnych latach) zostawiając w szeregach Rainbow jedynie Dio. W nowym zestawieniu muzycy wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Baśniowe teksty, charakterystyczne dla poezji Dio, potężny głos tegoż wokalisty, znakomite solówki lidera zespołu, ciekawe intro do Tarot Woman w wykonaniu Tony’ego Careya (podobne można usłyszeć w Gates of Babylon na wydanym później Long Live Rock’n’Roll), szybkie, krótsze hardrocki (Starstruck, Do You Close Your Eyes) oraz bardziej rozbudowane, ponadośmiominutowe kompozycje – A Light in the Black i Stargazer, który jest głównym punktem albumu. To wszystko usłyszymy na Rising, a polecam również przesłuchać koncertówkę On Stage wydaną w tym samym roku.

Wracając do albumu studyjnego, na wspomnianym Stargazer zespół wspomogła monachijska orkiestra, co podkreśla jego monumentalizm. Smyczkowy patent, złowieszczy riff, prześladujący nas przez większą część utworu i emocjonalny śpiew Dio sprawiły, że jest to jedna z najbardziej znanych i często coverowanych kompozycji Rainbow. Niewiele krótszy jest ostatni w kolejności A Light in the Black, w którym muzycy przez cały czas utrzymują szybkie tempo, a w pewnym momencie Blackmore prześciga się z Careyem przez kilka minut w solowych popisach. Powell i Bain nie pozostają w tyle, a gdy do głosu dochodzi Dio, mamy przed oczami obraz uciekającego przez las człowieka:

Something’s calling me back
Like a light in the black
Yes I’m ready to go
I’m coming home, home

Tego typu teksty przewijają się przez cały album. Również na Run with the Wolf:

There’s a hole in the sky
Something evil’s passing by
What’s to come
When the siren calls you go
To run with the wolf

Dio z Blackmore’em wytrzymał przez ponad trzy lata, a jako jedną z przyczyn jego odejścia z Rainbow wymienia się m.in. teksty, które już niedługo miały dotyczyć spraw bardziej przyziemnych. Lider zespołu uprościł brzmienie, a Dio kontynuował z powodzeniem swoją magiczną twórczość na dwóch albumach Black Sabbath i podczas kariery solowej. Zresztą mógłby on śpiewać cokolwiek, nawet największy gniot w jego interpretacji wypadłby znakomicie. Szkoda, że nie będzie nam już dane usłyszeć tego potężnego głosu na żywo. Zostały tylko kasety, płyty, krążki, a wśród nich Rising – album króciutki, ale bez żadnej zbędnej nuty, w pełni autorski, dlatego też stawiam go ciut wyżej od debiutanckiego Ritchie Blackmore’s Rainbow. Do pełni szczęścia brakuje tylko reaktywacji któregoś ze składów tej legendarnej formacji…

Na zachętę:

Nieoficjalny teledysk do „Stargazer”

 

  1. Tarot Woman (5:58)
  2. Run with the Wolf (3:48)
  3. Starstruck (4:06)
  4. Do You Close Your Eyes (2:58)
  5. Stargazer (8:26)
  6. A Light in the Black (8:12)

 

Ritchie Blackmore – gitara

Ronnie James Dio – wokal

Tony Carey – instrumenty klawiszowe

Jimmy Bain – bas

Cozy Powell – perkusja

 

© 2015 Frontier Theme