SCORPIONS – Lonesome Crow (1972)

Lonesome Crow

Blackout, When the Smoke Is Going Down, Still Loving You, Rock You Like a Hurricane, Wind of Change – któż nie zna tych przebojów niemieckiej grupy Scorpions? Jednakże zanim panowie je nagrali, pokazali światu kilka albumów, które zostały już zapomniane. Co więc było na początku? Chaos. Ale taki kontrolowany. Debiutancki krążek Lonesome Crow przynosi zestaw psychodelicznych utworów, jeszcze nie do końca pasujących do późniejszego stylu zespołu, ale znamionujących spory potencjał tego żywotnego bandu.

Młodzi muzycy, pisząc swoje pierwsze kompozycje, inspirowali się zapewne niemieckim krautrockiem. Podali go jednak w wydaniu angielskim. Inna sprawa, że samych tekstów na tym albumie nie uświadczymy zbyt dużo. Melodyjnych, wpadających w ucho utworów również. Brawo jednak za odwagę i wydanie w pełni autorskiego albumu, który w pewnych kręgach uznawany jest za kultowy. Gdyby puścić I’m Going Mad przeciętnemu słuchaczowi, który zna Scorpionsów jedynie z nośnych ballad typu Send Me an Angel, nie sądzę, aby rozpoznał grę zespołu, trzymającego formę już przez ponad 40 lat na scenie. Jednakże pierwszy utwór, który rozpoczyna się od perkusyjnej zagrywki Wolfganga Dziony’ego, a z czasem wzbogacany jest o dźwięki grzechotki, solo gitary elektrycznej 17-letniego wówczas Michaela Schenkera i transowej melorecytacji Klausa Meine, zachęca do zapoznania się z resztą materiału. Ukłony należą się głównie perkusiście i młodszemu Schenkerowi, który po nagraniu Lonesome Crow dołączył do brytyjskiej kapeli UFO. To właśnie dźwięki ich instrumentów odcisnęły największe piętno na debiucie Scorpions. Słychać to również w najkrótszym It All Depends, torpedującym słuchacza kaskadą dźwięków spod znaku hard rocka. Po nim następuje typowo psychodeliczny Leave Me – jedna z perełek na płycie, w której Meine pokazuje swoje nieprzeciętne umiejętności wokalne. W podobnym klimacie utrzymany jest Inheritance, a In Search of the Peace of Mind to w zasadzie pierwsza ballada niemieckich gigantów rocka. Oczywiście nietypowa, bo kończąca się po niecałych trzech minutach i powracająca pod koniec z jeszcze większymi emocjami w grze muzyków. Moim zdaniem najmniej do jakości albumu wnosi Action, który poprzedza z kolei magnum opus debiutu – tytułowy Lonesome Crow. Jest to zarazem najdłuższy i najbardziej odjechany utwór w dyskografii grupy (panowie kombinowali jeszcze na drugiej płycie w tytułowym Fly to the Rainbow, ale okazał się on krótszy i bardziej zwięzły). Znajdziemy tutaj liczne zmiany tempa, eksperymenty z gitarą, solówki na tymże instrumencie, galopady basu i perkusji oraz ekspresyjny śpiew (krzyk?) Meine, czyli psychodelia na całego. Coś, czego brakuje dziś na koncertach ekipy z Hanoweru. Zostaje jedynie zakupić Lonesome Crow, który został wznowiony kilka lat temu w formie digipacku i zaskoczyć znajomych, znających jedynie Wind of Change.

 
Na zachętę:

Oficjalny teledysk do I’m Going Mad

 

  1. I’m Going Mad (4:53)
  2. It All Depends (3:25)
  3. Leave Me (5:04)
  4. In Search of the Peace of Mind (4:55)
  5. Inheritance (4:40)
  6. Action (3:54)
  7. Lonesome Crow (13:28)

 

Klaus Meine – wokal

Michael Schenker – gitara

Rudolf Schenker – gitara

Lothar Heimberg – bas

Wolfgang Dziony – perkusja

 

© 2015 Frontier Theme