19.03.2014 – THE CRIMSON PROJEKCT – Warszawa, Palladium

The Crimson ProjeKCtOkazuje się, że ja, młody chłopak, urodzony prawie na przełomie lat 80. i 90., ma w obecnych czasach możliwość zobaczyć na żywo muzyków, których wielbił w dzieciństwie. Czy to Fish ze swoimi retrospektywnymi trasami „Return to Childhood” i „Clutching at Stars”, czy Ian Anderson ze swoim arcydziełem Thick as a Brick, czy też Roger Waters z nieśmiertelnym The Wall. A to jeszcze nie wszystko, bo niedługo do Polski grać starocia przyjeżdżają m.in. Peter Gabriel, Steve Hackett i Yes.

Ostatnio natomiast za sprawą The Crimson ProjeKCt miałem okazję usłyszeć kompozycje innej legendarnej grupy – King Crimson. Sam projekt jest połączeniem dwóch odrębnych bytów – Stick Men oraz Adrian Belew Power Trio. W przeważającej części repertuar składał się jednak z utworów Karmazynowego Króla (niestety głównie tych z lat 80. i 90.), więc idąc na ten show byłem przygotowany na dawkę mnóstwa dziwnych dźwięków. I wcale się nie pomyliłem w swoich przewidywaniach. Zaczęło się bowiem od kilkunastominutowego setu soundscape’owego w wykonaniu Markusa Reutera. W swoim wykonaniu zastąpił samego Roberta Frippa, pod którego kierownictwem koncerty King Crimson rozpoczynały się w ten sam sposób. Niedługo potem do gitarzysty dołączyli dwaj perkusiści, którzy również mieli swoje pięć minut. Gdy na scenie pojawili się również: Adrian Belew, Tony Levin oraz Julie Slick publiczność usłyszała już pełnoprawne utwory King Crimson. Po ciężkich B’Boom oraz THRAKU The Crimson ProjeKCt wykonali: Dinosaur, Frame by Frame oraz Sleepless. Nie obyło się oczywiście bez drobnych improwizacji perkusyjnych czy gitarowych (Belew programujący swoje zagrywki oraz wykorzystujący małą wiertarkę do grania na swoim instrumencie). Abstrahując od muzyki, wzrok przykuwała również grająca na basie bosonoga Slick, która wiła się na scenie w ciemnej sukience i przeciwsłonecznych okularach.

Program koncertu zakłada występy zespołu zarówno w sześcioosobowym składzie, jak również poszczególnych „trójek”. Po dawce karmazynowych dźwięków ze sceny zeszła więc połowa składu i do głosu doszedł Adrian Belew, który wraz z Ralphem i Slick zaprezentował solowy b oraz karmazynową Neuroticę. Gdy natomiast do instrumentów doszedł Stick Men, oprócz wykonania dwóch utworów ze swoich albumów, sięgnął również po drugą część Larks’ Tongues in Aspic – piękny, instrumentalny motyw z płyty o tym samym tytule. Swoją drogą, Stick Men to ciekawy projekt, w którym Levin ma okazję wyżyć się na swoim sticku, traktując go momentami smyczkiem niczym Jimmy Page swoją gitarę. Skok w lata 80. nastąpił, gdy do zespołu dołączył Adrian Belew. Zabrzmiało wtedy: Three of a Perfect Pair w wykonaniu pięciu muzyków oraz Matte Kudasai duetu Belew/Levin. Znów małe przetasowanie i śpiewający gitarzysta zaprezentował ze swoim power trio dwa kolejne solowe utwory – Young Lions oraz e. Stick Men natomiast skorzystał z coverów – Breathless Frippa oraz Firebird Suite Igora Strawińskiego.

The Crimson Projekct

Adrian Belew
Fot. Jakub „Bizon” Michalski

Najwięcej mocy miały jednak występy całego składu. Szczególnie, gdy grają takie utwory, jak: One Time, Red czy Indiscipline, który okazał się ostatnim zagranym podczas podstawowego setu tego wieczoru. Muzycy grzecznie pożegnali się z widownią (oglądającą występ zarówno na stojąco, z płyty, jak i z góry – z balkonu) i opuścili salę klubu Palladium. Nie wytrzymując jednak głośnych owacji publiczności, po krótkim czasie pojawił się Belew. Nie czekając na kolegów, zagrał i zaśpiewał pierwszą zwrotkę The Court of the Crimson King (refren oczywiście wykonał z pomocą większości fanów). Szkoda, że pokusił się tylko o krótki fragment, ale był to przyjemny ukłon w stronę słuchaczy wielbiących pierwsze albumy King Crimson. Najbardziej usatysfakcjonowani powinni być jednak fani Discipline, gdyż z tej płyty wybrzmiało najwięcej utworów. Na koniec dołożyli bowiem jeszcze dwa – Elephant Talk oraz Thela Hun Ginjeet na ostatni bis.

The Crimson Projekct

Pat Mastelotto
Fot. Jakub „Bizon” Michalski

Cały występ trwał ponad dwie i pół godziny (24 utwory!), dlatego warto było zakupić wcale nie najtańsze bilety i zarezerwować sobie długi wieczór w środku tygodnia na przyjazd do Warszawy lub Krakowa, nawet jeśli to tylko projekt wykonujący karmazynowe utwory. Fanom prawdziwego King Crimson (którego formalnie członkami są cały czas Levin i Mastelotto) pozostało tylko czekać, co też ciekawego wykombinuje Fripp…

 

Znalezione w sieci:

The Crimson ProjeKCt – In the Court of the Crimson King/Elephant Talk (Warszawa 2014)

 

© 2015 Frontier Theme