30.03.2014 – BETH HART – Warszawa, Proxima

Beth Hart

Mój drugi raz z Beth Hart. Ale pierwszy z Proximą. Muszę przyznać, że znowu nie zawiodłem się ani trochę. Cały band w znakomitej formie, mimo że na trasie promującej album Bang Bang Boom Boom są już dwa lata. W międzyczasie na rynku pojawił się jednak nagrany wspólnie przez Hart i Joe Bonamassę Seesaw. Z niego właśnie kilka utworów zostało dołączonych do set-listy w tegorocznych polskich koncertach.

Głębszą refleksją na temat koncertu Beth Hart podzieliłem się już rok temu, więc teraz relacja w trochę innej formie.

Promocja. A właściwie jej brak. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że spacerując przez ostatni miesiąc po Warszawie, nie zauważyłem żadnego plakatu promującego wydarzenie. Kto miał wiedzieć, ten wiedział i przyszedł/przyjechał, a zainteresowanie było i tak duże, ponieważ Proxima w ten wieczór bardzo szczelnie wypełniła się miłośnikami niebanalnej muzyki.

Klimat. Wytworzył się już na samym początku, kiedy Beth zasiadła przy swoim elektrycznym pianinie i rozbrzmiały pierwsze dźwięki Love Is the Hardest, a w repertuarze tego wieczoru miała jeszcze I’d Rather Go Blind, I’ll Take Care of You, There in Your Heart i piękne Leave the Light On oraz Sister Heroine na bis. W tym miejscu nie można zapomnieć o pozostałych instrumentalistach, zwłaszcza o PJ Barcie, który przejął gitarowe partie Joe Bonamassy i czarował łkającymi solówkami.

Czad. W tym też Amerykanka jest niezawodna. W swojej dyskografii ma kilka perełek, które ocierają się o punk i metal. W momencie, kiedy wstaje od swojego instrumentu zmienia się w drapieżną i uwodzicielską kocicę (Sinner’s Prayer, I’d Rather Go Blind). Tym razem nie było jednak typowo ciężkich utworów, jak Sick czy Waterfalls, ale podczas Spirit of God, Better Man czy Nutbush City Limits można było śmiało potańczyć i pomachać główką pod sceną.

Interakcja z publicznością. Była wystarczająca. Beth nie siliła się na pozdrowienia w naszym ojczystym języku typu „Dzieńdobry Łorsoł” czy „Dziekuja”. Starała się za to zachęcić publiczność do powtarzania dźwięków, których nikt poza nią z siebie nie jest w stanie wydobyć. Fani spisali się jednak znakomicie i podjęli nie lada wyzwanie.

Setlista. Nie mam na co narzekać, gdyż zestaw utworów zmienił się znacznie od zeszłorocznej wizyty zespołu w Warszawie. Porównując set-listy zarówno z Chorzowa, jak i z Warszawy z ostatnich dwóch lat, nie były one nigdy identyczne. Beth ma zresztą w czym wybierać, jeśli chodzi o kompozycje, a poza tym w 2013 roku ukazał się wspomniany Seesaw, z którego wybrała kilka utworów zaprezentowanych później w MDK Batory i Proximie. No i w końcu usłyszałem Better Man – wyróżniający się na ostatniej płycie Beth. Dodatkowo – Love Is the Hardest, I’d Rather Go Blind, Leave the Light On i Sister Heroine, których zespół nie uwzględnił w Hybrydach. Oczywiście, pozostało jeszcze kilka kompozycji, które chciałbym usłyszeć na żywo, dlatego mam nadzieję, że Beth nie będzie długo czekała na powrót do Polski.

Beth Hart

Autograf Beth zdobyty przed hotelem

Bang Bang Boom Boom. Ostatni utwór (tym razem w nieco zmienionej aranżacji), który wybrzmiał podczas 100-minutowego koncertu. Pozostał lekki niedosyt, ale może to i dobrze, bo teraz z niecierpliwością czekam na ponowny przyjazd Beth do naszego kraju.

Życzliwość. Na koniec drobna, prywatna refleksja. Jako że miałem przyjemność chwilę porozmawiać zarówno z PJ Barthem, jak i z samą Beth kilka godzin przed koncertem, mogę śmiało napisać, że to bardzo skromni i przyjaźni ludzie. Utalentowany gitarzysta opowiedział mi o ciepłym przyjęciu w Chorzowie, a gwiazda wieczoru bez problemów złożyła autograf z dedykacją na przygotowanym przeze mnie zdjęciu, podziękowała za przybycie na zeszłoroczny koncert w Hybrydach i uświadomiła mi, że zdjęcia na Twittera wstawiają jej koledzy z zespołu. Poza tym, to dzięki uprzejmości Beth i jej męża-menedżera Scotta, mogliśmy wraz z kolegą wybrać się na koncert nie mając biletów.

 

© 2015 Frontier Theme