2.06.2014 – YES – Warszawa, Sala Kongresowa

Yes

„Yes, yes, yes!” – pomyśleli zapewne fani progresywnych dźwięków, kiedy pojawiła się informacja o przylocie zespołu Yes zespołu do warszawskiej Sali Kongresowej na koncert w ramach European Tour 2014. Tym bardziej że w ramach tej retrospektywnej trasy brytyjska legenda wykonuje w całości trzy klasyczne albumy z lat 70.

I to był właśnie główny magnes, który przyciągnął mnie na widownię. Chociaż Brytyjczycy zapowiedzieli wydanie nowej płyty w tym roku, to jednak zdecydowali się na odgrzewanie kotletów, które okazały się bardzo smaczne. Close to the Edge, Going for the One oraz The Yes Album po kolei, na żywo? To kolejne spełnienie moich muzycznych marzeń.

Panowie, prezentujący się na scenie, mieli średnio 65 lat i mnóstwo siwych włosów na głowie (nie licząc nowego wokalisty Jona Davisona, który w czasach wydania Fragile obchodził pierwsze urodziny), ale nadal tryskali zdrowiem i energią. Zapewne nie ja jeden miałem poczucie, że rozpadną się oni podczas tego imponującego show. Nic z tych rzeczy – moc była od początku do końca. Szczególnie zaimponował mi Steve Howe, który mimo wyglądu chodzącego stracha na wróble, nie zapomniał żadnej ze swoich skomplikowanych solówek, czy to na gitarze elektrycznej, akustycznej (Clap!), czy hawajskiej. Świetną formę utrzymywali również pozostali muzycy – najdłuższy stażem Chris Squire, okładający zestaw perkusyjny Alan White oraz grający od trzech lat z Yes (ale za to od początku z Asią) Geoff Downes.

Podczas The Firebird Suite Igora Strawińskiego, które wybrzmiało jako intro do koncertu, można było ujrzeć na ekranie okładki najpopularniejszych albumów oraz zdjęcia z różnych okresów działalności tego zasłużonego zespołu. Setlista była, oczywiście, znana, dlatego nie było żadnych zaskoczeń. Plusem było to, że muzycy zaprezentowali m.in. A Venture – utwór, którego nie wykonują na koncertach, ale jest jednym z elementów składających się na The Yes Album, który został zagrany jako trzeci w kolejności. Rozpoczęło się bowiem od Close to the Edge i pięknej suity tytułowej. 18 minut prawdziwego trzęsienia ziemi, a przecież pozostało jeszcze tyle znakomitych utworów. Zaskakująco dobrze odnalazł się w tym repertuarze Davison, godnie zastępujący Jona Andersona, który obecnie nie udźwignąłby trudów takiego przedsięwzięcia. Nowy wokalista śpiewał wyjątkowo naturalnie, nie słychać było żadnych fałszywych dźwięków w jego wykonaniu, a trzeba pamiętać, że niektóre wczesne utwory Yes są bardzo wymagające pod względem wokalnym. Going for the One został zapowiedziany przez Squire’a jako bardziej rockandrollowy. Słychać to zresztą w utworze tytułowym oraz w Parallels. To wszystko to jednak rozgrzewka przed kolejną rozbudowaną kompozycją – Awaken, zawierającą mnóstwo muzycznych motywów.

Yes (3)

All Good People

Po odegraniu Going for the One nastąpiła 20-minutowa przerwa. Muzyka Brytyjczyków jest specyficzna i trudno przełknąć naraz kilka albumów Yes pod rząd. Również publiczność poczuła się chyba znużona, ponieważ gdy wróciłem na drugi akt widowiska zauważyłem sporo wolnych miejsc obok mojego. No cóż, do końca wytrwali najwięksi twardziele. Na szczęście na The Yes Album jest kilka żwawych utworów, które potrafią porwać słuchaczy. Wykonanie przez zespół Yours Is No Disgrace, Starship Trooper czy I’ve Seen All Good People uświadomiło mnie w przekonaniu, że jednak trzeci album Yes nie jest taki zły, jak mi się wydawało. Dochodzi do tego akustyczny Clap, klimatyczny A Venture oraz Perpetual Change na koniec. Zanim jednak grupa pożegnała się na dobre z warszawską publicznością, wykonała Roundabout z równie pamiętnego Fragile. Utwór ten znakomicie sprawdza się na bis, czego dowodem żywiołowy taniec siedzących dotąd cicho niczym w kinie słuchaczy.

W drugiej połowie lipca ukaże się nowy album Yes – Heaven & Earth, co oznacza aktywność grupy związaną z promocją nowego krążka, a Howe zapowiada w wywiadach, że marzy mu się jeszcze jedna retrospektywna trasa – uwzględniająca inne płyty z lat 70. Chodzi o Relayer oraz Tales from Topographic Oceans. Pytanie tylko, czy publiczność wytrzyma taki zestaw dźwięków…

 

Fot. wpisu: zioWoody | flickr.com

 

© 2015 Frontier Theme