22.07.2014 – KANSAS – Warszawa, Progresja

Kansas

Kolejna legenda rocka zostawiła ślad w naszym kraju. I to dwukrotnie. Tym razem była to amerykańska grupa Kansas, która po raz pierwszy odwiedziła Polskę. 40 lat od wydania swojego debiutanckiego albumu. Być może o jakieś kilkanaście lat za późno, ale lepiej teraz niż wcale. Z przyjemnością wybrałem się do warszawskiej Progresji, aby na żywo usłyszeć kilkanaście legendarnych utworów zespołu, który postanowił ruszyć w trasę właśnie z powodu okrągłej rocznicy swojego istnienia.

Była to ostatnia okazja, aby usłyszeć Kansas w Polsce w tym zestawieniu. Po europejskiej części trasy, legendarny głos zespołu, Steve Walsh, ogłosił odejście. Niestety, nie podano do wiadomości publicznej, jaka jest przyczyna takiej decyzji, dlatego na konferencji prasowej, która została zaplanowana przed koncertem w jednym z warszawskich hoteli, należało delikatnie podchodzić do całej sprawy, ponieważ jest to smutny okres dla całej grupy. Greer potwierdził jednak, że muzycy nagrają nowy album i nawet decyzja Walsha o odejściu z zespołu tego nie zmieni. Pewne jest bowiem, że w drugiej połowie trasy głównego wokalistę zastąpi grający również na klawiszach Ronnie Platt, który pozostaje dla wszystkich fanów Kansas sporą zagadką.

Kansas

Fot. Marek J. Śmietański

Mimo nieobecności na konferencji, Steve Walsh dał się poznać jako niezwykle sympatyczny człowiek. Otwarty dla fanów, nie stroniący od autografów i wspólnych zdjęć, w pewnym momencie wyszedł nawet przed klub, aby, usiadłszy na krzesełku, odetchnąć świeżym powietrzem zanim rozpocznie się koncert. A ten, planowany na godzinę 20, zaczął się punktualnie. Przez kilka minut od wejścia na scenę muzyków byliśmy świadkami instrumentalnego popisu, który składał się na medley dwóch utworów: Mysteries and Mayhem oraz Lamplight Symphony. Oszczędne światła, grafika z debiutanckiego albumu za plecami artystów, ale przede wszystkim niesamowity kunszt wykonawczy – to zapamiętałem z przedstawienia zaserwowanego przez Amerykanów. W porównaniu do Yes, muzycy Kansas prezentowali dobrą formę fizyczną (nie było strachu, że za chwilę któryś z nich nie wytrzyma), wokalista potrafił pogodzić śpiew z grą na klawiszach, a skrzypek przejmował czasami partie gitary elektrycznej. Williams z kolei miał obok siebie stojak z gitarą akustyczną, którą także wykorzystywał. Najdobitniej chyba w Dust in the Wind, podczas którego stojąca obok mnie dziewczyna popłakała się ze wzruszenia. Taki przejmujący charakter ma twórczość Kansas, proszę państwa. Podobny zestaw emocji przyniósł również Hold On, ale w archiwach zespołu można znaleźć także wielowątkowe kompozycje jak np. Song for America, Cheyenne Anthem czy Icarus – Borne on Wings of Steel, które świetnie wypadły na warszawskim koncercie. Set-lista na tę trasę została dobrana tak, aby fani dostali to, co najlepsze. Znalazły się na niej najpopularniejsze utwory z najlepszych albumów. Czterech przedstawicieli miał Leftoverture, dzięki czemu mogliśmy usłyszeć również The Wall oraz Miracles Out of Nowhere, a trzech wydany rok później Point of Know Return – kompozycję tytułową, Portrait (He Knew) oraz wspomniany Dust in the Wind. Williams nie przesadzał zatem twierdząc, że był to najlepszy okres w historii Kansas.

Kansas

Fot. Marek J. Śmietański

Wchodząc na główną salę doznałem lekkiego szoku, widząc że jest ona wypełniona tak szczelnie. Upał niemiłosierny, środek wakacji, a tu tyle osób postanowiło wydać niemałe pieniądze (110 zł/130 zł) na koncert znanego z jednego przeboju zespołu. Widać było jednak, że to zagorzali fani, którzy w końcu doczekali się na przyjazd Kansas do Polski. Ich entuzjazm udzielił się muzykom, odgrywającym z uśmiechem na ustach swoje niełatwe przecież partie instrumentalne i wokalne (w tym względzie udzielał się nie tylko Walsh, ale również Greer i Ragsdale). Wspomniany wcześniej przebój to Carry on Wayward Son, który wybrzmiewa jako ostatni na tej trasie (poprzedza go jeszcze Fight Fire with Fire). Podczas tego utworu, muzycy Kansas, już bez cienia początkowego stresu mogli sobie pozwolić na solowe popisy, które zwieńczyła kanonada Eharta. Po 90 minutach grania termometr w Progresji był zapewne bliski pęknięcia. Tak gorącą atmosferę zapewniło pięciu skromnych muzyków z USA, którzy 22 lipca byli w połowie trasy po naszym kraju. Dzień później wyruszyli bowiem do Sopotu…

 
Znalezione w sieci:

Kansas – Carry On Wayward Son (Progresja 2014)

 

© 2015 Frontier Theme