7.11.2014 – KRUK – Warszawa, Progresja

Kruk

W dzisiejszej wszechobecnej zalewie tandety, która wylewa się z głośników komercyjnych stacji radiowych oraz wysyła nam fałszywe uśmiechy w zamian za krótką wiadomość tekstową, jakby od tego zależało całe życie „artysty” pokazującego się na szklanym ekranie, warto docenić zespoły, które nie patrzą na muzyczną modę panującą w kraju. A właśnie takie pojawiły się 7 listopada w warszawskiej Progresji na kilka godzin zajmując uszy słuchaczy, którzy stawili się w klubie.

Właśnie… Frekwencja. Trochę wstyd, że prawdziwa muzyka przyciągnęła pod scenę garść fanów. Ja rozumiem, piąteczek wieczór, długi weekend, „Taniec z gwiazdami”, ale i tak klub w kulminacyjnym momencie wypełnił się na oko w połowie. Koncert pierwszego zespołu słuchała tylko garstka osób. Chociaż „koncert” to za dużo powiedziane. The Black Horsemen, bo tak nazwali się panowie, którzy wystąpili jako pierwsi, wykonali tylko 4 utwory. Spowodowane to było kłopotami natury technicznej. Szkoda, bo image muzyków (à la King Diamond) oraz przesterowana wiolonczela wśród instrumentów robiły wrażenie. Zresztą, jeżeli panowie przedstawiają się jako: MeroT, ThE GuidE, D’arcH AngeL, ZavatH i OvernighT, nie należy spodziewać się czegoś sztampowego. W tym składzie nagrali album DeviL’s GospeL. Niestety, tytułów utworów z występu nie pamiętam, ale po powrocie odpaliłem stronę internetową zespołu oraz popularny serwis z filmami, co dało mi przydatną wiedzę. Znalazłem bowiem ciekawe wideoklipy oraz informację, że wokalista The Black Horsemen – Marcin Maliszewski został laureatem „Szansy na sukces”, gdzie zaprezentował Jaskółkę uwięzioną Stana Borysa (da się?).

Drugi z zespołów – Scream Maker – również widziałem po raz pierwszy na żywo. Kojarzyłem jedynie ostatni album – Livin’ in the Past, i to tylko dlatego, że czytam „Teraz Rocka”, w którym znalazła się niedawno jego recenzja. Jest to ich pierwsza długogrająca płyta (po 8-utworowej EP-ce We Are Not the Same), do której realizacji rękę przyłożyli (dosłownie) m.in. Jordan Rudess i Wojciech Hoffman. Mimo iż Scream Maker działa na muzycznej scenie dopiero od 4 lat, zdążył już podpisać kontrakt z amerykańską wytwórnią, odbyć trasę po Chinach, a także występować u boku chociażby Tima „Rippera” Owensa, Paula Di’Anno i Blaze’a Bayleya. A propos Iron Maiden, wpływ tego zespołu na naszych rodzimych heavymetalowców jest niepodważalny, a wokalista Sebastian Stodolak jawi się jako młodszy brat Bruce’a Dickinsona. To chyba wystarczy, aby wyobrazić sobie rodzaj muzyki granej przez Scream Maker. Na scenie było więc mocno, ale melodyjnie. Doprowadzili do tego (oprócz wokalu): Michał Wrona i Łukasz Mackiewicz grający na gitarach elektrycznych, Jasiek Radosz obsługujący bas, oraz Tomasz Nachyła siedzący za zestawem perkusyjnym. Każdy z nich świetnie radził sobie ze swoim instrumentem, dzięki czemu publiczność została odpowiednio rozgrzana przed występem gwiazdy wieczoru. Warto również wspomnieć o ciekawym projekcie crowdfundingowym Scream Maker. Poinformował o nim podczas koncertu Stodolak, który, moim skromnym zdaniem, okazał się lepszym frontmanem niż wokalista zespołu występującego jako ostatni. Otóż panowie zbierają na nagranie nowej płyty, a w zamian proponują różne zestawy prezentów w zależności od wysokości datku. Najbardziej atrakcyjnym jest umieszczenie zdjęcia dobroczyńcy na okładce nowego albumu. Chyba warto.

Wracając do koncertów – w końcu nadleciał Kruk i jak zwykle nie zawiódł. Chociaż zaczęli od Now When You Cry (później dołożyli jeszcze W zamyśleniu – polską wersję In Reverie z drugiego krążka), to setlista składała się głównie z utworów z najnowszego albumu Before (lub Be4re jak kto woli). Może to i dobrze, bo ten materiał powstał już przy udziale nowego wokalisty, Romana Kańtocha. Charyzmy i głosu mu nie brakuje, aczkolwiek czasami przesadzał z muzycznymi dialogami z publicznością. Pozostali instrumentaliści również w formie, zwłaszcza Piotr Brzychcy, który w bezruchu, z zamkniętymi oczami, potrafi wywinąć taką solówkę, że czapki spadają. Last Second (w tym utworze warto zwrócić uwagę na grę Michała Kurysia na Hammondzie), Morning Star, Wings of Dreams, Once czy Moja dusza wypadły znakomicie, ale dla mnie większym prezentem był Cień z debiutu ze znakomitymi zagrywkami Brzychcego. Nie obyło się również bez kilku „kruczków”, jak to określił Kańtoch. Pierwszym z nich okazał się Burn z repertuaru Deep Purple (w składzie z Glennem Hughesem, który zawita do Progresji 22 listopada) z jedną z moich ulubionych solówek gitarowych. Drugim natomiast Heaven and Hell Black Sabbath z moim ulubionym wokalistą, czyli Dio. Muszę przyznać, że z coverami trafili mnie w punkt. Tym bardziej że pod koniec wykonali jeszcze Black Night wiadomokogo zapraszając na Hammonda Łukasza Jakubowicza z zespołu Ani Rusowicz. Przez te 10 minut poczułem się jakbym cofnął się do początku lat 70. Oczywiście, ciężko jest zastąpić Gillana w tym utworze, ale słynne pojedynki, tym razem w wykonaniu Brzychcego i Jakubowicza sprawiły, że na sali uniósł się cień purpury, aczkolwiek pod koniec pojawił się nawet motyw z Long Live Rock’n’Roll. Sekcja rytmiczna w składzie: Krzysztof Nowak i Dariusz Nawara, który notabene miał urodziny (nie obyło się bez obowiązkowego Sto lat!), również nie pozostawała w tyle. Całości dopełniła ingerencja publiki w znany refren. Dla mnie najlepszy fragment koncertu. Na bis pojawił się dopiero My Sinners z miażdżącym riffem, który do dzisiaj brzęczy mi w uszach. Mocarny, 10-minutowy utwór z delikatną wstawką gitarową w środku i syntezatorową zagrywką pod koniec przejechał się niczym walec po i tak niezbyt licznej publiczności. Na koniec wybrzmiał jeszcze Knockin’ at Your Back Door. No cóż, chłopaki mają słabość do tego zespołu, ale podzielam ich zdanie, ponieważ mam to samo. Na występie Kruka zawsze można spodziewać się utworów z repertuaru Deep Purple (5 lat temu w Poznaniu miałem okazję usłyszeć Perfect Strangers, a nawet Child in Time!). Czekam z niecierpliwością na kolejne występy, bo chłopaki z Dąbrowy Górniczej jako jedni z nielicznych potrafią wskrzesić klasyczny hardrock wzbogacając go o swoje niekonwencjonalne pomysły. Oby tak dalej!

 
Znalezione w sieci:

Scream Maker – In the Nest of Serpents

Kruk – Black Night

 

© 2015 Frontier Theme