13.11.2014 – TARJA TURUNEN – Warszawa, Palladium

Tarja Turunen

Tarja Turunen często przyjeżdża do Polski w trakcie promocji swoich solowych albumów. Fińska królowa metalu odwiedziła w listopadzie 2014 roku cztery nasze miasta, aby zaprezentować materiał z wydanej rok wcześniej płyty Colours in the Dark. Warszawa była ostatnim polskim przystankiem na tej trasie.

Zanim jednak była wokalistka Nightwish pojawiła się na scenie, przybyli do Palladium fani mogli usłyszeć zacny warszawski support grający klasyczny heavy metal. Panowie zowią się… Scream Maker. Tak, ten sam, który wystąpił przed Krukiem niecały tydzień temu w Progresji. Niestety, zdążyłem tylko na dwa końcowe utwory i gęstą konferansjerkę wokalisty Sebastiana Stodolaka, ponieważ świetna logistyka w klubie doprowadziła do tego, że pierwszy zespół zaczął grać, kiedy kolejka chętnych do wejścia była jeszcze ustawiona przy skrzyżowaniu Złotej i Marszałkowskiej. Na szczęście słyszałem ich na wspomnianym koncercie przy Forcie Wola. Różnicą natomiast był fakt, że tym razem nasi heavymetalowcy wystąpili przed znacznie większą publicznością.

Podczas listopadowych koncertów Tarji w Europie towarzyszył jej rosyjski zespół Crimson Blue wykonujący mroczną odmianę metalu. Ma on na koncie dwie studyjne płyty (przed chwilą ukazała się właśnie druga – The Angelic Performance), które można było nabyć na specjalnym stoisku z gadżetami. Z ich występu zapamiętam drobną wokalistkę obdarzoną niezłym głosem (sprawdziłem – pani nazywa się Dani Hellström), dwóch gitarzystów machających swoimi długimi piórami podczas niektórych zagrywek oraz akustyka, który w trakcie jednego z utworów również wczuł się w rolę i szalał na scenie z gitarą akustyczną w rękach. Ogólnie jednak występ mnie nie porwał, aczkolwiek życzę muzykom udanej kariery.

Sama gwiazda wieczoru kazała na siebie czekać ponad pół godziny od zejścia Crimson Blue do garderoby. Nie pomogły nawet nawoływania fanów stojących najbliżej sceny (Tarja! Tarja!). Gdy jednak zgasło światło i z głośników popłynęło symfoniczne intro, wszystko było wiadomo. Pierwsze takty In for a Kill pobudziły publiczność. Po chwili wyłoniła się ubrana na czarno Tarja, co wywołało już prawdziwą ekstazę. Świetny koncertowy otwieracz z drugiego albumu What Lies Beneath wybrzmiał o wiele ostrzej niż w wersji studyjnej. Tak było zresztą ze wszystkimi utworami zaprezentowanymi przez Tarję i jej zespół podczas tego wieczoru. Główna w tym zasługa znakomitego gitarzysty – Alexa Scholppa, który czuł się jak ryba w wodzie za każdym razem, gdy mógł przebierać palcami po całości gryfu i obserwować w tym czasie zachwyconą publiczność. Główna wokalistka również wyglądała na wzruszoną ciepłym przyjęciem. Do Polski przyjechała nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Zadała sobie nawet trud, aby nauczyć się kilku zdań w naszym języku: Dobry wieczór, Warszawo!, Dziękujemy bardzo! i, uwaga, Ręce do góry! Nie byliśmy jednak wyjątkiem. Taki miły gest czeka na fanów w każdym z krajów, w którym akurat występuje.

Repertuar oparty był głównie o materiał z ostatniej płyty i wcale nie ma co narzekać. Colours in the Dark jest bardzo równym albumem i ciężko wyróżnić jakiś utwór, aczkolwiek mnie bardzo podoba się Medusa, która wybrzmiała jako ostatnia w podstawowym secie. W Palladium również zrobiło się klimatycznie podczas wykonania tej kompozycji, mimo nieobecności Justina Furstenfelda. Podobnie jak w Mystique Voyage, uwydatniającym wokalne możliwości Tarji. Swoje pięć minut mieli również pozostali muzycy. Nastąpiło to w drugiej, rozimprowizowanej części Never Enough, kiedy to swoje solówki zaprezentowali: Scholpp (wiadomo, na elektryku), Max Lija (na wiolonczeli) oraz Thomas Heinz (na perkusji). Po scenie szalał również basista Kevin Chown, a partie klawiszowe odgrywał schowany nieco z tyłu Christian Kretschmar. W tym czasie Tarja mogła odetchnąć i zmienić ubranie – mroczny Darkness Petera Gabriela wykonała już w czerwonej spódnicy, trochę niezdarnie próbując kołysać się pod koniec utworu, co miało oczywiście swój urok. Cóż, niełatwo jest tańczyć metal… Oprócz pozostałych nowości (500 Letters, Neverlight, Deliverance) wybrzmiały również smaczki z poprzednich albumów, takie jak I Walk Alone, który okazał się przełomowym singlem w karierze fińskiej wokalistki, oraz Anteroom of Death, w którym wokalnie wspomogli Tarję obaj gitarzyści.

Delicje pojawiły się również podczas bisów. Na pierwszy ogień poszedł zainspirowany Bolérem Ravela otwieracz z ostatniej płyty Victim of Ritual, podczas którego Tarja (ubrana już w długi czarny płaszcz z kapturem) dała wykazać się wokalnie warszawskiej publiczności. Najwięcej emocji na sali wywołał jednak następny utwór. Dlaczego? Ano dlatego, że był to jedyny kawałek Nightwish, który Tarja Turunen zaśpiewała podczas tego występu. W Palladium padło na Wish I Had an Angel, chociaż w niektórych miastach dało się słyszeć również Over the Hills and Far Away. Dopełnieniem udanego koncertu było wykonanie Until My Last Breathe, po którym muzykom pozostało podziękowanie za wspaniałe przyjęcie, zejście ze sceny i podróż do Mińska.

Jeśli ktoś zna utwory Tarji Turunen jedynie ze studyjnych albumów, warto, aby zapoznał się z wykonaniem tego materiału na żywo, ponieważ wokalistka podczas śpiewu manewruje swoim głosem nierzadko przechodząc przez wszystkie oktawy w jednym wersie. W studiu jest to bardziej wyważone, nie słychać również mocnego uderzenia gitar i perkusji, dlatego cieszę się, że dałem się sobie namówić na wyjście z domu w ten czwartkowy wieczór.

PS Paranoją była sprzedaż biletów na balkony (które były droższe o 20 zł), skąd ludzie zupełnie grzecznie, na siedząco, mogli obserwować soczyste dźwięki wydawane przez trzy głośne metalowe zespoły…

Znalezione w sieci:

Tarja Turunen – In for a Kill (Palladium 2014)

 

© 2015 Frontier Theme