18.11.2014 – KASIA KOWALSKA – Warszawa, Stodoła

Kasia Kowalska

Sześć lat minęło od wydania ostatniej płyty Kasi Kowalskiej – Antepenultimate. W międzyczasie ukazał się jeszcze album Ciechowski. Moja krew, który był rejestracją koncertu ku pamięci przyjaciela i byłego współpracownika wokalistki. Pomimo artystycznej pasywności nic nie stało jednak na przeszkodzie, aby zorganizować koncert Kasi w warszawskiej Stodole. Okazją było 20-lecie debiutanckiego Gemini.

Z pomocą Grzegorza Ciechowskiego powstał album, który uchodzi dziś za klasykę polskiego rocka. Po jego wydaniu Kasia Kowalska wraz z Edytą Bartosiewicz i Katarzyną Nosowską zostały uznane za najsilniejsze żeńskie osobowości muzyczne. Rok 1994 był zatem początkiem jej udanej kariery, która trwa już 20 lat, chociaż artystka udzielała się muzycznie znacznie wcześniej, współpracując m.in. z Ewą Bem i zespołem Fatum.

Niektórzy „znawcy” twierdzą, że Kasia skończyła się właśnie na Gemini, ale repertuar jubileuszowego koncertu i dobrane do niego akustyczne aranżacje (dwie gitary akustyczne i lira w instrumentarium), powinny zmienić ich myślenie. Cały dwugodzinny set był swoistym „greatest hits”, podczas którego mogliśmy usłyszeć prawie wszystkie największe przeboje artystki. Najwięcej pochodziło oczywiście z debiutu. W komplecie wybrzmiały single: Wyznanie, Jak rzecz, Kto może to dać? oraz Oto ja, przed którym Kasia zakomunikowała, że jest trochę stremowana, bo dawno nie wykonywała tego kawałka (a 12 września tego roku w Londynie?), ale dzięki publiczności wyszło znakomicie. Obok innych równie udanych ballad (m.in. Antidotum, A to co mam, To co dobre i Prowadź mnie) Kasia potrafiła również pokazać pazurki (Gemini oraz Cukierek – mój dawca słodyczy, które zdradzają jej uwielbienie do zespołów, takich jak Queens of the Stone Age), a także udanie odnaleźć się w ciekawej interpretacji No Quarter z repertuaru Led Zeppelin. Miłym gestem ze strony wokalistki było zaproszenie na koncert kilku nieprzypadkowych gości. Na scenie zobaczyliśmy zespół Dziewczyny, tworzący zgrabny chórek, Michała Gryzmuzę, wspomagającego zespół swoją gitarą, oraz Wojtka Pilichowskiego, z którym Kasia wykonała niezapomniane Straciłam swój rozsądek z „Nocnego graffiti”. Niezwykle magiczną chwilą było jednak pojawienie się Stanisława Soyki i wspólne zaśpiewanie w duecie z Kasią Hallelujah Leonarda Cohena oraz Tolerancji, po której oboje wpadli sobie w ramiona i odtańczyli ostatnie wersy utworu. Nie zabrakło zatem dużej dawki emocji przekazywanej zarówno ze sceny, jak i w jej stronę od licznej publiczności, która pokazała, że muzyka Kasi Kowalskiej wciąż przyciąga rzesze oddanych fanów gotowych przyjechać z najdalszych zakątków Polski na jej koncerty. Brawa po każdym wykonanym utworze były ogromne, nawet wówczas gdy artystka niechętnie zaśpiewała Coś optymistycznego (spoko Kasiu, ja też nie lubię tego utworu, ale w skromnej aranżacji wypadł tego wieczoru znacznie lepiej niż na studyjnej płycie).

Kasia Kowalska

Fot. Mario Janiszewski

Ogólnie cały koncert okazał się optymistyczny, mimo czarnego ubioru sprawczyni wieczornego zamieszania i jej narzekań na brak muzycznej edukacji w szkołach (hańba!). Ze sceny bił iście świąteczny nastrój – każdy z muzyków miał na swoim stanowisku rozwieszone lampki, które równie dobrze mogłyby ozdobić bożonarodzeniową choinkę. Kasia podczas koncertu sięgała często po gitarę akustyczną (sama przyznała, że ambicja nie pozwalała jej na ograniczanie się do śpiewu podczas występów) i grzechotkę, a czasami wyżywała się na stojącym nieopodal bębnie. Zachęcała fanów do wyśpiewywania tekstów lub powtarzania za nią niezrozumiałych dźwięków. Dziękowała ze sceny wspaniałej publiczności, swoim byłym narzeczonym oraz nieszczęśliwym miłościom, a także wszystkim osobom, które współpracowały z nią przy przełomowym debiucie. Wzruszyła się, gdy odbierała pamiątkowy egzemplarz Gemini i usłyszała huczne „Sto lat!” na swoją cześć. Na scenę wracała jeszcze dwa razy, a jeden z bisów – Sen o Warszawie – zadedykowała swojemu ojcu, który zaszczepił w niej miłość do twórczości Czesława Niemena.

Dziękuję K. za wykonanie i M. za towarzystwo.

PS Warto wspomnieć, że godzinę przed występem Kasi Kowalskiej na scenie pojawił się support – zespół Shot For Mia, którego jednak nie było mi dane usłyszeć na żywo.
 

Znalezione w sieci:
Kasia Kowalska – Oto ja (Stodoła 2014)
 

1 Comment

  1. Bardzo lubię Kasię. Czekam na jej nowe, rockowe propozycje

Comments are closed.

© 2015 Frontier Theme