19.11.2014 – RENATA PRZEMYK – Warszawa, Proxima

Renata Przemyk

Renaty Przemyk nigdy dość. Tym bardziej że rozpoczęły się koncerty promujące jej najnowsze wydawnictwo – Rzeźba dnia. Jeden z takich występów odbył się niedawno w warszawskiej Proximie. Co prawda był on zamknięty, a wstępem okazały się specjalne zaproszenia umieszczane w wersji deluxe ostatniego albumu, to jednak z pomocą znajomych (za co serdecznie dziękuję!) udało mi się ostatecznie wejść na niewielką salę i w miłym towarzystwie spędzić czas z ambitną muzyką.

Program koncertu zakłada odegranie w całości materiału z Rzeźby dnia. Pamiętam, ile jadu wylało się na artystkę, gdy odkryła pierwsze karty – singiel Kłamiesz oraz okładkę, która zupełnie nie przypominała stylistyki poprzednich wydawnictw. Według internetowych „znawców” Renata stała się „drugą Chylińską”, jednak nie należy oceniać albumu po grafice i jednym utworze, ponieważ często daje to mylny obraz całości. To prawda – nowa płyta przepełniona jest elektronicznymi dźwiękami, ale są one niezwykle wyważone. Jest wśród nich miejsce zarówno na skrzypce, jak i na akordeon towarzyszący artystce od samego początku kariery. Do tego dochodzi ten wspaniały GŁOS, którego Renacie zazdrości pewnie wiele wokalistek młodego pokolenia. Albo i nie, bo może nawet nie miały one w ogóle styczności z repertuarem starszej koleżanki po fachu, która nie musi na siłę niczego udowadniać i postanowiła spróbować czegoś nowego. I za tę odwagę należą jej się duże brawa. Zdolna szansonistka stała się dojrzałą kobietą, ale wydaje się, że nowy album dopiero zaczyna pewien nowy rozdział w karierze artystki.

Jak już wspomniałem, pierwsza część koncertu to Rzeźba dnia utwór po utworze. Okazuje się, że na żywo wypadają one jeszcze lepiej niż na studyjnej płycie. Każdy z nich ma koncertowy potencjał. Co więcej, większość można bez zażenowania puścić na klubowej dyskotece. Gdyby takie utwory dało się słyszeć w tych przybytkach, może i ja bym się do nich przekonał. Niestety, na razie pozostają koncerty, szczególnie takie jak ten, gdzie nie ma wstępu dla przypadkowych osób. Wracając do albumu, dla większości fanów znających Renatę z początku lat 90., może on być trudny w odbiorze. Po jednym odsłuchu nie daje spokoju i chce się do niego wrócić, aby przekonać się, czy na pewno słuchamy artystki, której imię i nazwisko widnieje na okładce. Prowokuje, drażni, zmusza do myślenia i komentowania, o co Renata Przemyk już na wczesnym etapie promocji zadbała.Renata Przemyk

Oprawa sceniczna i ubiór wokalistki przypominały tę z koncertu jubileuszowego (lampy, czerwona sukienka), ale tym razem atmosfera była nieco intymniejsza. Nie odnotowałem obecności krzeseł, a ustawienie się tuż przed sceną nie było żadnym problemem. Opisywanie poszczególnych utworów nie ma chyba sensu. Aby wyrobić sobie pełną opinię o Rzeźbie dnia, należy usłyszeć materiał na żywo, a okazji ku temu nie powinno zabraknąć, ponieważ większa trasa szykuje się w 2015 roku. Ja po tym koncercie przekonałem się do nowego albumu jeszcze bardziej. OK, opornie idzie mi z Zamianą, która jakoś nie pasuje mi do całości, ale pozostałe utwory nabrały nowego wymiaru, nawet Kłamiesz, do którego również miałem spory dystans. Świetnie wypadli również moi faworyci – Czas M i Co tam niebo. Widoczna była moc w akordeonie Kamila Błoniarza i gitarze elektrycznej Grzegorza Palki, która udzieliła się również publiczności. Renata wzruszona i jak zawsze skromna często dziękowała za przybycie i liczne oklaski. W zamian zespół po wykonaniu całości materiału z najnowszego albumu powrócił na scenę, aby odgrzać jeszcze kilka pysznych kotletów. Na początek jeden z moich ulubionych utworów Renaty – Zero (Odkochaj nas). Charakterystyczne dla tego numeru jest współbrzmienie gitary i akordeonu oraz zadziorny głos wokalistki. Pojawił się nietypowy Ten taniec, a także Jakby nie miało być. Do dyskotekowej Kochanej zdążyłem się przyzwyczaić, ale pierwszy raz słyszałem tak ciekawą aranżację Babę zesłał Bóg. I tu również kolejna niespodzianka. Utwór, który Renata Przemyk zawsze wykonuje na ostateczny bis, tym razem ostatnim się nie okazał. Muzycy wyszli bowiem trzeci raz, a publiczność usłyszała jeszcze dwa single z Rzeźby dniaKot oraz Kłamiesz.

Na koncert przybyły osoby w różnym wieku, mężczyźni oraz kobiety, a wśród nich sama Anja Orthodox, która chętnie rozmawiała i pozowała do zdjęć zanim do publiczności wyszła główna gwiazda wieczoru, usiadła przy stoliku i obdarowała każdego fana cennym autografem i wspólną fotografią na pamiątkę tego niezwykłego występu.

 
Zdjęcie oraz filmy autorstwa Oliwii Haslehner.

Renata Przemyk – Kłamiesz (Proxima 2015)

Renata Przemyk – Zero (Odkochaj nas) (Proxima 2015)

 

2 Comments

  1. Lepiej tego koncertu zrecenzować nie można było! Pięknie Bartłomieju! To był nasz pierwszy wspólny koncert- oby nie ostatni! :)

  2. Było wspaniale jak na każdym koncercie Renaty Przemyk. Było kameralnie i intymnie i wyjątkowo.. Kolejny autograf i zdjęcie i piękne wrażenia do kolekcji!

Comments are closed.

© 2015 Frontier Theme