12.12.2014 – BUDKA SUFLERA – Rybnik, Rybnickie Centrum Kultury

Budka Suflera

Rybnik. Kameralne centrum kultury. Słuchacze zasiadający na teatralnych krzesełkach. W takiej atmosferze swój przedostatni oficjalny występ dała Budka Suflera. Był to mój pierwszy koncert tego zasłużonego zespołu i takim chciałbym go zapamiętać. Bez Krzysztofa Ibisza, bez braci Cugowskich, bez Ewy Farnej, nawet bez Rudej, ale za to z repertuarem opartym na utworach sprzed wielu lat, a w szczególności z debiutu, który wybrzmiał w całości tego wieczoru.

Koncerty Budki Suflera pod hasłem „Cień wielkiej góry” rządzą się bowiem swoimi prawami. Zespół z Lublina przenosi nas do lat 70., do początków swojej działalności, oraz 80., kiedy to wydał bardzo dobrze przyjęty album Za ostatni grosz z Romualdem Czystawem na wokalu. Entuzjaści muzyki Budki z tego okresu wypełnili około godziny 18 po brzegi Rybnickie Centrum Kultury, które, jak oznajmił Romuald Lipko po wyjściu na scenę, niegdyś było częściej odwiedzane przez ten legendarny (już niedługo) zespół. Podstawowy skład ograniczył się do czterech prawdziwych członków zespołu. Oprócz klawiszowca byli to: perkusista Tomasz Zeliszewski oraz wokaliści – Krzysztof Cugowski i Felicjan Andrzejczak, który, choć nie pojawił się na żadnej studyjnej płycie, to nagrania z jego udziałem zostały umieszczone na składance „1974-1984”. Skład uzupełnili: grający na gitarze elektrycznej Łukasz Pilch oraz Mirosław Stępień, który był odpowiedzialny za partie basowe.

Zanim jednak doszło do kulminacyjnego momentu koncertu, czyli przedstawienia w całości debiutanckiej płyty, usłyszeliśmy kilka utworów, które zostały przyjęte równie ciepło. Zaczęło się od Snu o dolinie – pierwszego oficjalnego singla Budki Suflera. Chociaż to cover Billa Withersa, na stałe zadomowił się w repertuarze koncertowym zespołu. Czadowo wypadło Memu miastu na do widzenia, a To nie tak miało być bez porównania z wersją studyjną, która nie umywa się do wykonania na żywo. Prawdziwe ciarki przeszły mnie jednak podczas intonacji wstępu a capella Cugowskiego do Pieśni niepokornej. Utwór ten nie miał takiego brzmienia jak na tegorocznym Woodstocku, ale i tak zawsze robi wrażenie. Uzupełnieniem repertuaru z drugiego albumu była Noc nad Norwidem, również mocno eksploatująca struny głosowe Cugowskiego.

Główny wokalista mógł trochę odpocząć, kiedy na scenie pojawił się Andrzejczak i zaśpiewał kilka utworów z początku lat 80. Pierwszym z nich był Za ostatni grosz, do którego teledysk zrealizowano na dzień przed wybuchem stanu wojennego. Ten fragment koncertów Budki Suflera jest w każdym mieście przyjmowany z dużym entuzjazmem. Nie inaczej było w Rybniku. Wraz z Felicjanem dobrze bawiła się siedząca w pierwszych rzędach publiczność, która pomagała wokaliście śpiewając teksty piosenek lub klaszcząc w rytm muzyki. Nie obyło się bez Nie wierz nigdy kobiecie, kolejnego coveru, czyli Czasu komety (z intrygującym wstępem) oraz utworu o niejakiej Jolce.

Trzy kolejne kwadranse zajęły muzykom Budki Suflera zaprezentowanie utwór po utworze albumu, który stał się podwaliną pod 40-letnią karierę zespołu. Z powodu braku pań na scenie wstęp do Cienia wielkiej góry musiał zaintonować Lipko, do którego dołączył Cugowski i zaczął się gwóźdź repertuaru – pięć kompozycji, które przeszły do historii polskiej muzyki rockowej. Ja szczególnie nastawiłem się na Szalonego konia oraz Lubię ten stary obraz, których wykonanie na koncertach „greatest hits” graniczy z cudem. Przeżyciem było również usłyszeć w końcu na żywo Jest taki samotny dom, tym razem w kameralnej wersji. Cugowski w świetnej formie, tak samo jak Lipko i Zeliszewski, ale jakoś podczas całego koncertu nie mogłem przekonać się do głównego gitarzysty, który towarzyszy zespołowi podczas trasy. Solówki i funkujące zagrywki Pilcha nie wytrzymują porównania z innymi gitarzystami Budki Suflera, a nawet z Wojciechem Cugowskim.

Pamiątka z koncertu

Pamiątka z koncertu

Po wykonaniu podstawowego repertuaru, podziękowaniach, ukłonach i zejściu ze sceny, muzycy wrócili na bis, a właściwie kilka bisów. Na początek Głodny z najlepiej sprzedanego w historii zespołu albumu – Nic nie boli, tak jak życie. Żwawy, rockandrollowy, zupełne przeciwieństwo drugiego bisu – Cisza jak ta, który w pełni ujawnia możliwości wokalne Cugowskiego. Na trzeci dodatkowy utwór zespół wyszedł w towarzystwie Andrzejczaka. Wiadomo było więc, że razem zaśpiewają V bieg. Rybnicka publiczność nie dała jednak za wygraną i wywołała Budkę Suflera po raz czwarty (-Umawiamy się na ostatni), chociaż zupełnie niepotrzebnie. Rozochoceni fani (część z nich zdążyła już wyjść nie wierząc w cierpliwość zespołu) pląsający na stojąco przy poprzednim utworze dali się porwać do tańca również podczas Balu wszystkich świętych, który zakończył ten prawie dwugodzinny występ.

Lubelski zespół dwa dni później zaprezentował się w krakowskiej Arenie, ale już z repertuarem, który uwzględniał zaproszenie kilku gości, w tym Izabeli Trojanowskiej oraz Rudej z Red Lips. Okazuje się, że rybnicki koncert był ostatnim z cyklu „Cień wielkiej góry” (chyba że muzycy wywiną taki numer jak Scorpions czy Judas Priest). W tym miejscu muszę dodać, iż niedługo potem okazało się, że Budka Suflera wystąpi jeszcze w Warszawie podczas plenerowego sylwestra na błoniach Stadionu Narodowego…

© 2015 Frontier Theme