24.02.2015 – U.K. – Warszawa, Progresja

U.K.

Legendarna supergrupa U.K. odwiedziła niedawno Polskę, aby dać dwa koncerty w ramach pożegnalnej trasy. Zupełnie nie spodziewałem się, że znajdę czas i zasiądę wśród warszawskiej publiczności w Progresji, aby ciekawie spędzić wieczór wśród fanów klasycznego rocka progresywnego. A jednak…

Był właściwie schyłek tego gatunku muzycznego, kiedy U.K. nagrali rok po roku dwa albumy – U.K. (1978) oraz Danger Money (1979), jedyne w ich dyskografii. W nagrywaniu pierwszego uczestniczyli: John Wetton, Eddie Jobson, Allan Holdsworth oaz Bill Bruford. Rok później dwóch pierwszych ostatnich, za gitarę wziął się Wetton, a Bruforda zastąpił Terry Bozzio. Na trasie A.D. 2015 z kolei zaszczyt grania w U.K. dostąpili: Virgil Donato (perkusja) i Alex Machacek, który czarował elektrycznymi dźwiękami wydobywanymi z gitary bez główki. Główny trzon zespołu – Wetton i Jobson – pozostał nienaruszony.

UK-2015

Po raz pierwszy w Progresji miałem (nie)przyjemność oglądać koncert na siedząco. Krzesełka zostały ustawione dosyć blisko siebie, dlatego, gdy słuchacz obok nie jest najszczuplejszy, trzeba się męczyć w nienaturalnej pozycji przez prawie dwie godziny – tyle bowiem trwał spektakl zaprezentowany przez muzyków U.K.

Pierwszy na scenę wszedł Jobson. Podszedł do swojego zestawu z klawiszami i zaczął wyczarowywać dźwięki, które są początkiem Thirty Years, a zaraz potem dołączył do niego Wetton.

Chasing rainbows for a lifetime That left your girl like shadows from the sun Run into traces of faces you thought you saw But never seemed to mean much more

Niedługo potem na scenę weszli Machacek i Donati, wszyscy przywitani gromkimi brawami przez publiczność. Mimo drobnej wpadki związanej z basem Wettona, zaczęło się obiecująco. W Nevermore z kolei zaszło drobne nieporozumienie pomiędzy Jobsonem i Machackiem, ale zespół miał wsparcie na widowni, która wybaczy wszystkie drobne wpadki. Dzięki temu muzycy rozkręcali się z minuty na minutę, a Wetton zdobył się nawet na spontaniczne Dobry wieczór! Znakomicie przyjęte zostały klasyki w postaci Alaski, Time to Kill, Rendezvous 6:02 oraz trylogii In the Dead of Night/By the Light of Day/Presto Vivace and Reprise. W międzyczasie dwaj muzycy mieli swoje pięć minut (a nawet więcej). Jobson zaprezentował solowe Inner Secrets i jął popisywać się swoimi umiejętnościami i możliwościami elektrycznych skrzypiec. Po jakimś czasie pozostawiony samotnie na placu boju Donati dał popis okładania zestawu perkusyjnego. Obaj dostali oczywiście za swoje solówki rzęsiste brawa, a ja mogę dodać, że występ Jobsona był niezwykle magiczny. Tak jakby zahipnotyzował siedzącą publiczność na kilkanaście minut, której ciężko było wrócić do rzeczywistości (czytaj: do wykonywania utworów U.K. przez wszystkich członków zespołu).

Na koniec wybrzmiała jeszcze kompozycja Billa Bruforda – Forever Until Sunday, po której muzycy zeszli ze sceny. Oczywiście na nią wrócili, gdyż mieli przygotowane bisy: Caesar’s Palace Blues oraz The Only Thing She Needs, przy którym fani wspomogli wokalnie Wettona. Niestety, czuję lekki niedosyt. Po pierwsze – zabrakło mi jednego utworu zespołu, w którym wokalnie udzielał się Wetton przed U.K. (tak, chodzi o Starless). Po drugie – mimo usilnych próśb publiczności, która przez dobre kilkanaście minut przywoływała zespół z powrotem na scenę (już na stojąco, pod samą sceną), do kolejnego bisu nie doszło.

PS Każdy fan próbujący zrobić zdjęcie na pamiątkę, zostawał od razu pacyfikowany, więc ciężko będzie o znalezienie galerii z koncertu.

© 2015 Frontier Theme