CAMEL – The Snow Goose (1975)

Camel - The snow Goose

Ten, kto uważa, że marzenia się nie spełniają, jest w błędzie, albo po prostu ich nie ma. Dla jednych może to być dostanie się na prestiżową uczelnię lub znalezienie wymarzonej pracy, a dla innych uczestnictwo w muzycznej uczcie, jaką serwują na każdym swoim koncercie członkowie grupy Camel. Tak, tak. Jeden z najbardziej wpływowych zespołów z kręgu rocka progresywnego po niedawnej reaktywacji, ku uciesze fanów, znajduje czas na organizację kolejnych koncertów. I tak, w lipcu Camel zawita do Poznania oraz Krakowa. Być może będzie to nadzwyczajna okazja, aby usłyszeć na żywo w całości album The Snow Goose.

Chociaż instrumentalny, uważany jest za jedno z najlepszych dokonań Camel. Dla mnie na pewno jest w pierwszej trójce. Nagrywając go w 1975 roku, muzycy inspirowali się na nowelą Paula Gallico „Śnieżna gęś”. Niestety, nie dostali zgody autora na stworzenie swoistego soundtracku do jego dzieła, dlatego na okładce płyty widnieje napis: „Music Inspired by The Snow Goose”. Powieść opowiada o Rhayaderze, samotnym malarzu mieszkającym w latarni, do którego pewnego razu przychodzi dziewczynka Fritha. Przynosi ona ze sobą ranną śnieżną gęś, którą Rhayader ratuje, a między nim a dziewczyną rodzi się przyjaźń. Kiedy jednak gęś zdrowieje i odlatuje, Fritha również nie pojawia się już u malarza. Samotny Rhayader postanawia pomóc w ewakuacji aliantów z Dunkierki. Niestety, pech chciał, że ginie on na polu walki, gdzie przylatuje śnieżna gęś, tym razem już jako „La Princesse Perdue”.

Z takim poważnym wątkiem postanowili zmierzyć się muzycy Camel i wyszli z projektu obronną ręką. Szesnaście utworów słucha się całkiem przyjemnie, gdyż tworzą one konceptualną całość. Są momenty radosne (Rhayader), melancholijne (Sanctuary, Rhayader Alone), podniosłe (pierwsza część Dunkirk) i typowo progresywne (La Princesse Perdue). Klamrą albumu jest The Great Marsh, który pojawia się zarówno na początku, jak i na końcu. Dwoma słowami – dzieło skończone. Andy Latimer pokazuje, że potrafi ująć słuchacza za serce biorąc do ręki czy to gitarę, czy flet. Znakomita jest również partia Petera Bardensa w króciutkim przerywniku Fritha Alone. W międzyczasie pojawiają się również orkiestrowe aranżacje (Friendship). Dla znawców – pozycja z górnej półki, dla tych, którzy zaczynają przygodę z art-rockiem – obowiązkowa.

PS Ciekawostką jest fakt, że w 2013 roku zespół zdecydował się zaaranżować wszystkie kompozycje jeszcze raz i wydać je jako nowy album ze zmienioną okładką. Być może tym zabiegiem Camel chciał przypomnieć fanom o ich istnieniu, ale moim zdaniem aktualizacja tej wybitnej płyty nie była nikomu potrzebna.

 
Na zachętę:

Camel – Rhayader/Rhayader Goes to Town (Live 1997)

 

  1. The Great Marsh (2:03)
  2. Rhayader (3:02)
  3. Rhayader Goes to Town (5:20)
  4. Sanctuary (1:06)
  5. Fritha (1:19)
  6. The Snow Goose (3:12)
  7. Friendship (1:44)
  8. Migration (2:01)
  9. Rhayader Alone (1:50)
  10. Flight of the Snow Goose (2:40)
  11. Preparation (3:59)
  12. Dunkirk (5:20)
  13. Epitaph (2:08)
  14. Fritha Alone (1:41)
  15. La Princesse Perdue (4:44)
  16. The Great Marsh (1:21)

 

Skład:

Andy Latimer – gitary, flet

Doug Ferguson – bas

Peter Bardens – instrumenty klawiszowe

Andy Ward – instrumenty perkusyjne

 

© 2015 Frontier Theme