10.04.2015 – ARENA – Warszawa, Proxima

 

IMG_57169 kwietnia w Katowicach rozpoczęła swoje tournee po Polsce brytyjska Arena. W stolicy Górnego Śląska, w klubie Rialto, zagrała koncert, który zostanie uwieczniony na DVD. Dzień później wystąpiła w warszawskiej Proximie, a polski etap „20th Anniversary Tour” zakończyła w Poznaniu (Blue Note). Sale niewielkie, ale mieszczące wiernych fanów zespołu, których u nas nie brakuje.

Zanim jednak klasycy neoprogresywnego grania przystąpili do akcji, na scenie w roli supportu pojawiła się holenderska formacja Knight Area. Panowie pierwszy raz wystąpili w Polsce i dziękowali za wspaniałe przyjęcie. Mają na koncie 5 albumów, a  na ostatnim, Hyperdrive wspomógł ich nawet kolega po fachu – Arjen Lucassen. Godzina przyjemnego, często instrumentalnego, grania upłynęła w Proximie bardzo szybko. Dużo wdzięczności i podziwu przyjął szczególnie Peter Vink – basista, który, patrząc na wygląd mógłby spokojnie w domu zajmować się swoimi prawnukami, a jednak wciąż utrzymuje świetną formę i z chęcią oddaje się swojej pasji. Charyzmą wykazał się również wokalista Mark Smit, a gitarowymi umiejętnościami – Mark Bogert.

Arena

Paul Manzi (w tle Mick Pointer) | Fot. Marek J. Śmietański

Muzycy Areny swój występ zaczęli od The Demon Strikes – znakomitego utworu, który otwiera koncerty, zaczynający się podniosłą uwerturą, po której do akcji wkracza John Mitchell ze swoją charakterystyczną solówką. Jest to również początek nowego albumu zespołu – The Unquiet Sky, z którego muzycy zaprezentowali jeszcze trzy znakomite utwory – How Did It Come to This?, tytułowy oraz Traveller Beware kojarzący się w końcówce z The Tinder Box (który również wybrzmiał tego wieczoru) z poprzedniej płyty. The Unquiet Sky został nagrany z nowym basistą, Kylanem Amosem, swobodnie radzącym sobie z przekrojowym repertuarem Areny. Sam wokalista, Paul Manzi, także jest dopiero od kilku lat w zespole, ale znakomicie wcielił się w rolę frontmana. Za perkusją od początku istnienia Areny zasiada Mick Pointer, jeden z ojców albumu Script for a Jester’s Tear grupy Marillion, a na klawiszach gra niezmordowany Clive Nolan.

Arena

John Mitchell i Kylan Amos | Fot. Marek J. Śmietański

Niespodzianką było wykonanie monumentalnego, 20-minutowego Moviedrome. Ten progresywny walec przejechał się po publiczności już jako piąty z osiemnastu utworów, jakie Brytyjczycy zaprezentowali podczas tego występu. Cztery z nich pochodziły z The Visitor, jednego z najlepszych albumów Areny. Znakomicie wypadły: Double Vision i Crack in the Ice, ale jak zwykle magicznym momentem było Serenity, czyli solowy popis grającego boso Mitchella. Nie było utworu tytułowego, ale za to po raz pierwszy mogłem usłyszeć The Hanging Tree – mroczną balladę z ekspresyjnym śpiewem Manziego, której refren fani znali na pamięć. Chwytliwy tekst ma również Salamander z Contagion – albumu reprezentowanego również przez połączone: The City Lanterns oraz syntezatorowy Riding the Tide. Punktem kulminacyjnym okazał się klasyczny Solomon z debiutanckiego Songs from the Lions Cage – prawie 15 minut hipnotyzujących słuchacza dźwięków, po których ciężko się otrząsnąć.

Zaskoczeniem okazał się pierwszy bis. Chociaż niekoniecznie… Znając wokalne możliwości Manziego, który często bawi się w Mercury’ego, zaśpiewanie Show Must Go On z repertuaru Queen nie stanowiło większego problemu. Publiczność także świetnie bawiła się przy progresywnej wersji tego utworu. Frontman zespołu cały czas pozostawał w centrum uwagi, gdy w ciemnych okularach i charakterystycznym kapeluszu wykonał (Don’t Forget to) Breathe oraz siódmą część Crying for Help, podczas której fani Areny bawili się na całego.

Arena

Clive Nolan | Fot. Marek J. Śmietański

Zespół jak zwykle mógł liczyć na ciepłe przywitanie wśród polskiej publiczności. Szkoda jednak, że frekwencja nie była zbyt duża mimo piątkowego wieczoru. Każdemu muzykowi należy się jednak wielki szacunek za radość z grania, profesjonalny występ oraz kontakt z fanami w trakcie i po koncercie. Chwilę po jego zakończeniu członkowie Areny po kolei wychodzili zza kulis, aby rozdać autografy, zrobić pamiątkowe zdjęcie, a nawet zwyczajnie podzielić się muzycznymi wrażeniami przy kubku piwa. Tak samo było zresztą podczas poprzedniej trasy, kiedy miałem przyjemność uczestniczyć w koncercie zorganizowanym w poznańskim klubie Blue Note. Na uwagę zasługiwało również stoisko promocyjne, na którym można było kupić prawie każdy album, w tym The Seventh Degree of Separation oraz dwa ostatnie wydawnictwa koncertowe w cenie 20 zł za sztukę.

Znalezione w sieci:

Arena – Proxima 2015

 

© 2015 Frontier Theme