27.06.2015 – Metal Hammer Festival – Prog Edition – Katowice, Spodek

Metal Hammer Festival

Fot. Paweł Bogdan | za PROGiem

 

Prog Edition – pod taką nazwą odbył się tegoroczny, reaktywowany po czterech latach Metal Hammer Festival. 8 zespołów, prawie 7 godzin muzyki + spotkania z zespołami na terenie katowickiego Spodka. Generalnie scenariusz festiwalu wyglądał następująco: otwarcie bram, wejście do środka, zapiekanka, piwo, koncert, autografy, papieros, koncert, obwarzanek, papieros, koncert, autografy, piwo, koncert, papieros, kawa itd. Ewentualnie można było podejść do stanowiska z gadżetami wszystkich występujących na festiwalu zespołów i uzupełnić kolekcję muzycznych albumów lub koncertowych koszulek.

Jadąc do Katowic (via Kraków) nie miałem jeszcze zakupionego biletu. Znów miałem nadzieję, że przed festiwalem uda się zapłacić za niego ok. połowę ceny. Nie spodziewałem się jednak, że będzie to trochę prostsze i wejdziemy ze znajomym na tę 10-godzinną imprezę nie wydając ani grosza. Humor po nieprzespanej nocy od razu lepszy, wystarczyło o godzinie 15 zasiąść wygodnie na trybunach, aby usłyszeć pierwszy występ tego wieczoru.

Na początku zaprezentowali się panowie z Art of Illusion prezentując całkiem przyjemny, pogmatwany metal progresywny (logo zespołu przypomina to z ostatniej płyty Dream Theater). Bydgoski zespół znałem tylko z nazwy, ale teraz na pewno ich zapamiętam. Szczególnie zdolnego gitarzystę Filipa Wiśniewskiego, który precyzyjnie wygrywał solówki, których nie brak było w repertuarze Art of Illusion. „Skomplikowana forma i gęsta faktura, częste zmiany nastroju i tempa, różnorodność brzmienia oraz bogate aranżacje” – to zdanie z oficjalnej strony internetowej zespołu trafnie charakteryzuje rejony, w jakich poruszają się muzycy, którzy promowali wydaną w 2014 roku płytę Round Square of the Triangle.

Metal Hammer Festival

Adam Malicki (One)
Fot. Paweł Bogdan | za PROGiem

Po takiej dawce progresywnych dźwięków przyszedł czas na zespół One. Dodam – bardzo chwalony za umiejętności młodego gitarzysty Adama Malickiego, który potrafił namówić do śpiewu w zespole Adama Wolskiego (Golden Life), a do współpracy przy najnowszej płycie Świat świętych krów gitarzystę Paula Gilberta (Mr. Big). Koncert, na który czekałem, zupełnie mnie nie porwał. Zwykłe rockowe granie oraz irytująca maniera wokalisty pasowały raczej do letniego darmowego festiwalu niż do Metal Hammer Festival. Niestety, jeszcze nie ta półka, za wysokie progi… Niemniej z czasem powinno być lepiej, niech tylko Adam jak najwięcej podpatruje innych muzyków na scenie, aby wyciągnąć wnioski, aby się doskonalić, aby później nie być zdziwionym, że tak mało osób podchodzi do artystów po autograf po koncercie. Same umiejętności techniczne i wyróżniający się image gitarzysty nie wystarczy. Podsumowując – One powinien zagrać jako pierwszy. Bez dwóch zdań.

Metal Hammer Festival

Marek Majewski (Osada Vida)
Fot. Paweł Bogdan | zaPROGiem

Na trzecim koncercie zabrakło mnie wśród publiczności. Trzeba było w końcu wypić kawę. Na scenie zaprezentował się wówczas zespół Osada Vida, który sądząc po reakcjach i późniejszych komentarzach wypadł bardzo pozytywnie. Wspominając ich występ podczas Warsaw Prog Days panowie czerpią ze wspólnego grania dużo radości. Ich optymizm był widoczny również podczas spotkania z fanami. Osada Vida na początku swojej kariery nagrywała skomplikowane kompozycje, a ich pierwsze albumy sprawiały wrażenie przesadnie przeintelektualizowanych (coś w stylu Pain of Salvation), ale obecnie do wysokich umiejętności dorzucili trochę luzu, co na pewno jest zasługą wokalisty Marka Majewskiego. Takie połączenie wydaje się być optymalne, dzięki czemu zdobyli nowych fanów (a raczej fanki).

Metal Hammer Festival

Maciej Karbowski (Tides From Nebula)
Fot. Paweł Bogdan | zaPROGiem

Trochę z innej bajki okazał się post-rockowy Tides From Nebula. Jeśli ktoś wie, co oznacza ten gatunek muzyki, rozumie, o co chodzi. Perfekcyjnie zagrana ściana dźwięków, bez solówek i wokalu. Nie wszystkim takie granie może przypaść do gustu, ponieważ muzycy Tides From Nebula stawiają na technikę i klimat kompozycji niż na skakanie po scenie i konferansjerkę. Moim zdaniem był to bardzo dobry występ, chociaż poszczególne utwory zlały mi się w jedną całość i nie potrafiłbym teraz powiedzieć, nawet po usłyszeniu całej setlisty jeszcze raz, które z nich tego wieczoru zostały zaprezentowane przez warszawski zespół. Zdecydowanie jednak pasowali do tej edycji Metal Hammer Festival, co potwierdziło się w aplauzach publiczności, która w skupieniu, z szacunkiem i zaciekawieniem obserwowała każdy ruch czterech instrumentalistów na scenie.

Metal Hammer Festival

Mirek Gil i Karol Wróblewski (Collage)
Fot. Paweł Bogdan | zaPROGiem

Około godziny 18:30 po raz kolejny mogłem usłyszeć na żywo występ Collage. Niestety, był to ostatni koncert z Mirkiem Gilem w składzie, który teraz zamierza poświęcić się innym projektom, w tym Believe. 40 minut, jakimi dysponowali muzycy, zostało przeznaczone na cztery najważniejsze utwory z Moonshine, a także God z repertuaru Johna Lennona, który moim zdaniem jest najlepszym momentem koncertów Collage. Bluesowa improwizacja Gila, emocjonalny śpiew Karola Wróblewskiego, solówka gitarowa w środku i wplecione riffy ze Smoke on the Water – idealne zakończenie piątego występu podczas Metal Hammer Festival 2015. Co dalej z Collage? Muzycy się nie poddają – przygotowywana jest nowa płyta z nowym gitarzystą (aktualnie zespół wspomaga Michał Kirmuć).

Metal Hammer Festival

Tom Englund (Evergrey)
Fot. Paweł Bogdan | zaPROGiem

Evergrey – pierwsza zagraniczna kapela podczas tego festiwalu. Szwedzi pokazali, jak się powinno grać metal. Mimo średniego nagłośnienia na początku, poradzili sobie znakomicie i porwali publikę do wspólnej zabawy. Na osiem utworów, jakie zaprezentowali, aż pięć pochodziło z ostatniego albumu Hymns for the Broken. To był najbardziej energetyczny tego wieczoru, tylko szkoda, że taki krótki. Lekki niedosyt muzycy zrekompensowali podczas spotkania z fanami, kiedy to chętnie rozmawiali, rozdawali autografy i pozowali do zdjęć strzelając różne miny. Według mnie bardzo pozytywny zespól, zarówno na scenie, jak i poza nią.

Metal Hammer Festival

Mariusz Duda (Riverside)
Fot. Paweł Bogdan | zaPROGiem

Po koncercie Evergrey skończyły się występy trwające niecałą połowę meczu piłkarskiego. Nie wiedzieć czemu, organizatorzy postanowili poświęcić całą godzinę muzykom z Riverside. Bardzo lubię ten zespół, ale taka rozbieżność czasowa nie miała żadnego uzasadnienia, nawet jeśli to najlepsza polska wizytówka progresywnego grania zagranicą. Riverside podczas swojego występu zaprezentował dwa nowe utwory z Love, Fear and the Time Machine – albumu, którego premiera przypada na 4 września (o czym „nieoficjalnie” dowiedzieliśmy się od frontmana zespołu – Mariusza Dudy). Pożyjemy, usłyszymy… Pozostałe siedem kompozycji było dobrze znanych, a najlepiej wypadł najdłuższy i ostatni w setliście Escalator Shrine, który niektórzy odpuścili ustawiając się przedwcześnie w kolejce po autografy Szwedów z Evergrey.

Metal Hammer Festival

James LaBrie i John Petrucci (Dream Theater)
Fot. Marcin Pawłowski

Głównym magnesem tegorocznego Metal Hammer Festival był koncert Amerykanów z Dream Theater. Dla nich to też niecodzienna sytuacja, ponieważ ich występ trwał zaledwie 1,5 godziny. Z drugiej strony była to ogromna zaleta, ponieważ muzycy na letnie festiwale postanowili wyruszyć z trasą informującą o 30-leciu grupy, a co za tym idzie zagrali po jednym utworze z każdej wydanej dotychczas płyty. Nie był to jednak swoisty „greatest hits”. Na pewno nie znalazłby się fan, który idealnie wytypowałby setlistę Dream Theater przed koncertem. Drugim plusem krótszego jak na standardy zespołu koncertu była letnia forma muzyków, szczególnie Jamesa LaBrie, który już chyba nigdy nie poradzi sobie z wczesnymi utworami, dlatego chyba lepiej że skończyli o 23:50 niż miałoby się to przeciągać o kolejne 90 minut. Koncert dobry, ale bez fajerwerków. Najlepiej zapamiętałem Metropolis Pt.1: The Miracle and the Sleeper (ze względu na kompozycję), The Spirit Carries On (światła) oraz Wither (gitarowa solówka).

Ogólnie pierwszą wizytę na Metal Hammer Festival wspominam bardzo miło, tym bardziej że wystąpiły na nim zespoły, które cenię (Dream Theater, Riverside, Collage) i które chętnie poznałem (Evergrey, Art of Illusion). Koncerty odbywały się zgodnie z rozpiską, nikt nie przesadził z obsuwą, a kłopoty z nagłośnieniem tak bardzo nie przeszkadzały w uczestnictwie w festiwalu z wysokości trybun. Najgorzej miały chyba dziewczyny z obsługi stoiska z zapiekankami, gdzie kolejka była ogromna, a pojemność mikrofalówek ograniczona…

 

Znalezione w sieci:

Collage – Living in the Moonlight

Evergrey – King of Errors

Riverside – Discard Your Fear

Dream Theater – Metropolis Pt.1

 

© 2015 Frontier Theme