16.10.2015 – IV Memoriał Jona Lorda – Warszawa, Proxima

Memoriał Jona Lorda

Tydzień przed występem Deep Purple w Łodzi w warszawskiej Proximie odbył się IV Memoriał Jona Lorda, którego głównym organizatorem był Łukasz Jakubowicz wraz ze swoim zespołem Made in Warsaw. To właśnie im zawdzięczamy po raz kolejny znakomitą trzygodzinną zabawę podczas dźwięków znanych ze studyjnych albumów Deep Purple i nie tylko.

Koncert uświetnili swoją obecnością zacni przedstawiciele polskiej sceny rockowej i metalowej, a dochód ze sprzedaży biletów oraz dobrowolnych datków w trakcie imprezy (w zamian oficjalny plakat z memoriału) został przeznaczony na wsparcie fundacji Rak‘n’Roll. Dzięki szczytnemu celowi nie miałem oporów przed dotarciem do Proximy w piątkowy wieczór, aby obejrzeć i posłuchać przedstawienia, w którym główne role odgrywał lord Hammond. Większość partii wziął na siebie Jakubowicz, który jest znakomicie obeznany w twórczości zmarłego przed trzema laty Mistrza.

Memoriał Jona Lorda

Łukasz Jakubowicz
Fot. Rafał Klęk

Po krótkiej zapowiedzi motoryzacyjnego dziennikarza Grzegorza Traczewskiego wybrzmiał Stormbringer – tytułowy numer z albumu, który ukazał się w listopadzie 1974 roku. Wokalnie udzielił się w nim Michał Czaplicki, znany z zespołu Wild Swing specjalizującego się w tworzeniu hardrockowej muzyki stylizowanej na nagraniach legendarnych grup powstałych pod koniec lat 60., takich jak m.in. Led Zeppelin, Black Sabbath i oczywiście Deep Purple. Pierwsza niespodzianka nastąpiła już podczas drugiego utworu – Highway Star – w którym partie wokalne podzielili między sobą Krzysztof Sokołowski oraz Maciej Koczorowski, a wspomagał ich grający na skrzypcach Michał Jelonek. Muzyk Huntera swoje popisowe partie zaprezentował również podczas kilkunastominutowego Lazy, który zawsze był obiektem improwizacji członków Deep Purple. Nie inaczej było tym razem. Za mikrofonem stanął Bartek Kossowicz z Quidam, a Jelonek dzielnie dotrzymywał kroku Jakubowiczowi oraz pozostałym muzykom Made in Warsaw. Po trzech dość znanych utworach przyszedł czas na trochę zapomniane kompozycje – Spanish Archer, Ramshackle Man oraz Fire in the Basement, który w oryginale wykonywał Joe Lynn Turner. Tutaj w zastępstwie pojawił się Mateusz Grzmiel ze SteelFire wykonując później jeszcze Knockin’ at Your Back Door oraz Cascades: I’m Not Your Lover.

Memoriał Jona Lorda

Michał Jelonek | Fot. Rafał Klęk

Po tym wyczerpującym hardrockowym fragmencie można było na chwilę odpocząć, gdyż na scenie zameldowali się: Katarzyna Łaska oraz Bartosz Hołownia tworząc akustyczny duet, który zaprezentował Perfect Strangers, Soldier of Fortune oraz Pictured Within z solowego albumu Lorda. Wokalistkę z mistrzem klawiatury łączyła szczególna więź, ponieważ od 2008 do 2012 roku współpracowała z nim podczas występów w ramach trasy „Concerto for Group and Orchestra”. Memoriałowy set został bardzo dobrze przyjęty przez publiczność, czym zaskoczona była sama Łaska, która, jak się okazało, spodziewa się w najbliższym czasie męskiego potomka. Być może jego „udział” w koncercie przyczyni się do ukształtowania muzycznych gustów.

Po wzruszającej dawce akustycznych dźwięków nastąpił czadowy Speed King, a po nim Demon’s Eye oraz Ain’t No Love in the Heart of The City w wykonaniu Ksawerego Buczkowskiego. W moim odczuciu utwór ten śpiewany pierwotnie przez Bobby’ego Blanda, a później przearanżowany przez Whitesnake, był jednym z lepszych momentów podczas tegorocznego memoriału. Piękna ballada została ciepło przyjęta oraz zaśpiewana przez warszawską publiczność.

Memoriał Jona Lorda

Piotr Brzychcy | Fot. Rafał Klęk

Do klasyki Deep Purple goście memoriału wrócili po krótkiej przerwie, kiedy na scenie pojawił się m.in. Gienek Loska. Bloodsucker oraz przede wszystkim Child in Time rozgrzały publikę wyczekującą kolejnych niespodzianek. Podczas drugiego utworu wokaliście towarzyszyli: Piotr Brzychcy, który z kontuzją prawej ręki dzielnie odgrywał solówki Ritchiego Blackmore’a, oraz Łaska wykonująca ekspresyjne partie Iana Gillana. Wiadomo jednak, że oryginału nic nie przebije, więc wszelkie covery tego utworu należy potraktować z przymrużeniem oka i nie nastawiać się na wybitne interpretacje. Tak było również i tym razem. Kolejna dawka purplowej klasyki wybrzmiała pod postacią When a Blind Man Cries oraz Hush, gdzie wokalnie udzielił się Kossowicz, a gitarę pewnie dzierżył Brzychcy, dla którego należą się słowa uznania za udział w tej edycji memoriału. Duży aplauz otrzymał również zapowiedziany wcześniej Grzegorz Kupczyk – wierny fan twórczości Deep Purple oraz zagorzały uczestnik memoriału Jona Lorda. Pierwsze takty zagrane przez Jakubowicza dały jednak do myślenia publiczności. Okazało się, że to partie Romualda Lipko z Budki Suflera.

Memoriał Jona Lorda

Grzegorz Kupczyk
Fot. Rafał Klęk

Wtedy, gdy się najmniej spodziewasz

Nagła wiadomość pchnie Cię nożem

Tępy, znajomy ból

Znów stare blizny się otworzą

Czas ołowiu, a także Mary Long i Wasted Sunsets wybrał na ten wieczór Kupczyk. Wiadomo było, że artysta zaśpiewa coś mniej znanego, ale takiego zestawu chyba nikt się nie spodziewał. Po tych trzech wykonaniach lider CETI (z którym notabene wystąpi przed Deep Purple w łódzkiej Atlas Arenie) zaprosił na scenę Brzychcego, z którym bardzo dobrze się zna i z którym niejednokrotnie wykonywał Burn – kolejny klasyk, tym razem ze składu z Davidem Coverdale’em na wokalu. Gitarzysta Kruka uczestniczył również w interpretacji Black Night. Rolę Gillana wziął na siebie Koczorowski, który zaśpiewał również Perfect Strangers – po raz drugi zaprezentowany warszawskiej publiczności, tym razem w wersji elektrycznej i z gościnnym udziałem Piotra Proniuka na Hammondzie.

Memoriał Jona Lorda

Smoke on the Water | Fot. Rafał Klęk

 

Setlista koncertu była bardzo dobrze dobrana. Nie zabrakło klasyków, jak i utworów mniej znanych, jednakże najbardziej znana purpurowa kompozycja wybrzmiała na koniec. W wykonaniu Smoke on the Water udział wzięli wszyscy artyści występujący w tym wydarzeniu. I chociaż pewnie nie wszystko wypadło tak, jak sobie zaplanowali, to i tak warto było spędzić ten wieczór w Proximie, aby uczestniczyć w polskim święcie, którym celem było oddanie hołdu jednemu z najlepszych klawiszowców na świecie.

 

Znalezione w sieci:

Katarzyna Łaska, Bartosz Hołownia – Soldier of Fortune (Proxima 2015)

Grzegorz Kupczyk – Czas ołowiu (Proxima 2015)

 

© 2015 Frontier Theme