9.11.2015 – FISH – Warszawa, Progresja

Fish

30 lat minęło od wydania pamiętnego albumu Misplaced Childhood. Fish, mając na uwadze to, jak ważny był to krążek w dyskografii Marillion, postanowił uczcić jubileusz i wyruszyć w trasę „Farewell to Childhood” prezentując wykonanie w całości trzeciej płyty swojej macierzystej formacji. Nie obyło się bez kilku przystanków w Polsce. Jednym z nich była Warszawa.

9 listopada w klubie muzycznym Progresja Music Zone popularny w Polsce szkocki wokalista przyciągnął na swój koncert miłośników Marillion w różnym wieku. Byli wśród nich tacy, którzy pewnie pamiętają czasy, gdy zespół gościł u nas w latach 80., ale dla większości być może była to pierwsza styczność z materiałem z Misplaced Childhood na żywo. Tutaj wspomnę, że w 2006 roku Fish wykonywał już muzykę z tego krążka w całości podczas trasy „Return to Childhood”. Zawitał wtedy również na dwa koncerty w naszym kraju – w Warszawie i Krakowie. Występ w stolicy był moim pierwszym poważnym biletowanym koncertem w życiu.

Childhood

Zanim jednak na scenie pokazał się Fish, swoje show przedstawił francuski zespół Lazuli. Styczność z nim miałem już dawno temu za sprawą albumu En avant doute… Co się później z nimi działo – nie wiem. Wiem jednak, że na żywo wypadają znakomicie. Po wszystkim mogę napisać, że koncert Lazuli spokojnie mógłby odbyć się na takich samych prawach jak występ gwiazdy wieczoru. Grając jako support panowie dali z siebie wszystko i zaprezentowali się z jak najlepszej strony. Ich muzyka wydaje się być połączeniem folku, metalu i progresu. Kiedy jednak wychodzą na scenę nie ma to najmniejszego znaczenia. Można przenieść się w świat Lazuli wyrażany francuskim językiem i ciekawym instrumentarium, w którego skład wchodzą m.in. marimba oraz léode. Ten drugi sprzęt został zaprojektowany przez Claude’a Leonettiego, który obsługuje go jedną ręką. Może to wyglądać dziwnie i awangardowo, ale muzyk, który zapowiadał się na świetnego gitarzystę po wypadku motocyklowym stracił czucie w lewej ręce. Na szczęście nie stracił ochoty na muzykowanie i stworzył instrument pozwalający na wydobywanie dźwięków poprzez dotknięcia klawiatury znajdującej się na léode. Występ francuskiego kwintetu zamknął się w siedmiu utworach z czterech ostatnich albumów zespołu. Na koniec dołożyli miłą niespodziankę nazwaną 9 Hands Around the Marimba. Każdy z muzyków był zaangażowany w stopniowo rozkręcający się motyw zagrany na marimbie, który ostatecznie przerodził się w melodię znaną z Incommunicado wiadomego zespołu. Tym bisem Lazuli zyskał nowych fanów w Polsce, tym bardziej że Dominique Leonetti – wokalista zespołu – szczerze wyznał w języku polskim, że cieszą się z pierwszej wizyty w naszym kraju. Urocze.

ChildhoodNa sali zrobiło się trochę gęściej, gdy zbliżała się godzina występu Fisha. Szkocki wokalista gościł w naszym kraju wielokrotnie, ale kiedy przyjeżdża, aby zaprezentować całość materiału Misplaced Childhood nie wypada przegapić takiej okazji. Pierwsza część koncertu obejmowała jednak kompozycje z solowej kariery artysty. Nie były to jednak typowe hity. Jako pierwszy wybrzmiał Pipeline – utwór pochodzący z albumu Suits. Do czasów współczesnych Fish przeniósł publiczność za sprawą A Feast of Consequences – tytułowego utworu z ostatniej płyty. Nagle znów wrócił do odległych czasów – do jego debiutanckiej płyty Vigil in a Wilderness of Mirrors i utworu Family Business. Po nim jeszcze Long Cold Day oraz mroczny The Perception of Johnny Punter. Były wokalista Marillion znany jest również z tego, że oprócz śpiewania lubi trochę porozmawiać z publicznością. Nie inaczej było tym razem. Każdą nową płytę solową przyrównał do nieudanego związku, a fani szczerze przyznali mu rację i zgotowali owację, gdy wspomniał, że zarówno Polacy, jak i Szkoci mają niewdzięcznych sąsiadów.

Huddled in the safety of a pseudo silk kimono

Wearing bracelets of smoke, naked of understanding

Po krótkiej przerwie nastąpił „powrót do dzieciństwa”, a właściwie jego pożegnanie. Były to ostatnie występy Fisha z tym materiałem, dlatego zapewne wielu fanów przejechało mnóstwo kilometrów, aby usłyszeć kultowy album Marillion (i jeden z najważniejszych w historii rocka progresywnego) na żywo. Napiszę w skrócie – z góry należało wziąć poprawkę na to, że jest to płyta sprzed 30 lat, Fish zdążył się zestarzeć, a jego muzycy również inaczej odgrywają ten materiał. Wtedy nie będziemy zwracać uwagi na plastikowe brzmienie klawiszy, niemelodyjny śpiew wokalisty i zapomnimy o wspaniałych solówkach Steve’a Rothery’ego. Nastawienie, że jest to ostatni w całości odegrany materiał z tego albumu i warto choć raz go usłyszeć, jeżeli nie było okazji w latach 80., było jak najbardziej słuszne. Cały koncert oceniam jako bardzo poprawny, bez fajerwerków. Zapewne inne zdanie będą mieli fani, którzy stali w pierwszych rzędach i przez te 50 minut byli w zupełnie innym świecie. Kayleigh, Lavender, Heart of Lothian czy White Feather – dla usłyszenia tych utworów warto było przeciskać się pod barierki. Magia Misplaced Childhood cały czas działa. Niestety, teraz już tylko do odtworzenia z płyt…

Childhood

Po wdzięcznej owacji warszawskiej publiczności pozostało już tylko czekać na bisy. Pierwszy – marillionowy. Skoczne Market Square Heroes zawsze obroni się na koncertach Fisha. Drugi – solowy. The Company, uwielbiany przez polską publiczność. Tym miłym akcentem Szkot zakończył swój występ, przedstawił wszystkich członków grupy i pożegnał się z publicznością. Nie na długo, jak zapewne myśleli wszyscy fani. Według organizatorów po koncercie miało odbyć się luźne spotkanie z artystą i szansa na zdobycie autografu lub pamiątkowego zdjęcia. Niestety, po godzinie sam artysta poinformował czekających fanów, że nie tak umawiał się z organizatorami, przeprasza, ale nie jest w stanie wyjść do ludzi na pogawędkę i rozdawanie autografów. Wszystko to z powodu choroby, której nabawił się podczas pobytu w Polsce. Po kolejnej owacji dla Fisha każdy rozszedł się w swoją stronę. Może trochę rozczarowany, ale zadowolony, że udało mu się uczestniczyć w takim wydarzeniu. Niedługo potem Fish poinformował o przełożeniu koncertu w Bielsku-Białej, który miał się odbyć dwa dni po występie w Progresji…

Znalezione w sieci:

Fish – Kayleigh (Progresja 2015)

 

 

© 2015 Frontier Theme