11.11.2015 – RIVERSIDE – Warszawa, Stodoła

Riverside

Koncert w warszawskiej Stodole był ostatnim podczas europejskiej trasy Riverside. Wydawać by się mogło, że chłopaki są już zmęczeni ciągłym graniem, ale gdy zobaczyli wyprzedany klub, nie odpuścili i zafundowali swoim fanom niezwykłe show.

Rozpoczęło się tajemniczymi dźwiękami, niczym z koncertu Pink Floyd, które zmieniły się w pierwsze takty Lost (Why Should I Be Frightened By a Hat?). Utwór ten otwiera ostatni album grupy zatytułowany Love, Fear and the Time Machine, z którego zespół zaprezentował ogólnie pięć kompozycji, czyli 50%. Lider Riverside – Mariusz Duda – przywitał publiczność dopiero po wykonaniu żywiołowego Feel Like Falling, a zespół uczynił kolejny krok wstecz i zaprezentował Hyperactive z Anno Domini High Definition, tym razem z gitarowym intro. W tym utworze osiągnęli metalowe apogeum, które złagodzili balladą Conceiving You będąca popisem każdego z członków Riverside. Znakomity klawiszowy motyw, świetna gitarowa solówka Piotra Grudzińskiego i melodyjny śpiew Dudy to cechy charakterystyczne tej kompozycji, która ukazała się na drugim albumie grupy – Second Life Syndrom. Należało zatem spodziewać się czegoś z Rapid Eye Movement. Po krótkiej basowej improwizacji wybrzmiał 02 Panic Room, którego refren znali wszyscy goszczący tego dnia w Stodole. Publiczność w pewnej chwili musiała nawet swoją głośną owacją zachęcić muzyków, aby kontynuowali przerwany nagle kawałek. Świadoma zagrywka się udała. Duda doskonale wie, że Riverside to już marka na tyle znana, że może pozwalać sobie na scenie ciut więcej niż przeciętny rockowy zespół. Tym bardziej że ma się w repertuarze takie kompozycje, jak The Depth of Self-Delusion, który rozkręca się powoli, aby w pewnej chwili wgnieść słuchacza w ziemię.

Po wykonaniu sześciu utworów przyszedł czas na dłuższą pogawędkę. Duda podziękował publiczności za historyczny moment, jakim było wyprzedanie warszawskiej Stodoły i to w dniu Święta Niepodległości. Wspomniał również, że aby znaleźć się w tym miejscu, w którym aktualnie się znajdują musieli solidnie pracować przez 14 lat. Moim zdaniem się opłaciło, a pamiętam ich początki, kiedy to muzykę Riverside prezentował na antenie Trójki Piotr Kaczkowski. W tym czasie zdążyli wydać sześć pełnowymiarowych albumów, a na ostatnich dwóch zaprezentowali prawdziwie dojrzały styl zespołu. Słychać to doskonale w Saturate Me oraz Under the Pillow, które wybrzmiały jako kolejne podczas koncertu, a także w Discard Your Fear rozdzielone spokojnym We Got Used to Us. Jak się okazało, Shrine of New Generation Slaves również został zagrany w połowie. Ostatnim utworem zaprezentowanym przez Riverside w podstawowej części koncertu był bowiem Escalator Shrine – monumentalny, poprzedzony w dodatku psychodelicznym wstępem. Mantryczna końcówka tej kompozycji była dobrym pretekstem do opuszczenia sceny przez muzyków. Tym samym 90 minut koncertu zleciało nie wiadomo kiedy.

Nie obyło się oczywiście bez powrotu, ponownego przedstawienia się, przypomnienia o 14-letnim żywocie oraz opowiedzenia historii o długich utworach z identycznym intro. Było to nawiązanie do wykonania The Same River, który jest pierwszą kompozycją z debiutanckiego Out of Myself, a zarazem jednym z moich ulubionych dzieł Riverside. Dla niepoznaki wykonanym ze zmienionym początkiem. Kapitalny 12-minutowy fragment koncertu. Na zakończenie zespół zostawił jeszcze jedną niespodziankę – Duda poprosił o wygaszenie świateł na sali i wyciągnięcie przez fanów swoich telefonów komórkowych. Nie po to jednak, aby nagrać końcówkę występu, ale by włączonymi latarkami rozświetlić przyciemnioną Stodołę. Efekt ten okazał się tłem dla Found (The Unexpected Flaw of Searching) – ostatniego utworu z Love, Fear and the Time Machine, który opowiada o pozytywnych aspektach życia. Ostatnie minuty na scenie zespół spędził na ukłonach, podziękowaniach, rozrzucaniu pałeczek do perkusji oraz kostek gitarowych i zrobienia standardowego selfie z publicznością. Reszta działa się w kuluarach, gdzie każdy z członków Riverside chętnie pozował do zdjęć, rozdawał autografy i znalazł chwilę na rozmowę z fanami. Dla mnie ten koncert był o wiele lepszy niż podczas katowickiego Metal Hammer Festival, ale może dlatego, że tego dnia mieli całą wyprzedaną Stodołę dla siebie (chociaż udało mi się kupić bilet przed wejściem za połowę ceny) i mogli dać upust swojej energii, ponieważ był to ostatni występ na trasie, po którym mogli bezkarnie oddać się lenistwu.

PS Przed Riverside jako support wystąpiły dwa zespoły – polski The Sixxis oraz amerykański Lion Shepherd. Niestety, udało mi się wejść tylko na końcówkę koncertu tego drugiego, więc refleksji żadnych nie opiszę.

Znalezione w sieci:

Riverside – Lost (Why I Should Be Frightened By a Hat?) (Stodoła 2015)

Riverside – Found (The Unexpected Flaw of Searching) (Stodoła 2015)

 

© 2015 Frontier Theme