30.01.2016 – HEAVY WARSAW FEST – Warszawa, Fugazi

Heavy Warsaw Fest

Korpus, Hellhaim, Hetman i Scream Maker – tak wyglądał skład pierwszej edycji Heavy Warsaw Fest, która odbyła się w warszawskim klubie muzycznym Fugazi. Mieszanka młodości ze starszyzną przyciągnęła chyba tylko zagorzałych fanów polskiego grania, ale za cenę biletu do kina nie wypadało przegapić takiej okazji. Spróbuję w kilku zdaniach streścić każdy z koncertów.

Zanim rozgościłem się w klubie i zajrzałem na salę ze sceną (na pierwszy rzut oka jej nie widać, należy skierować się w prawo i podążać za dźwiękami) minęła już połowa występu Korpusu – grupy, która działała w latach 80., ale nie wydała żadnego oficjalnego albumu. Reaktywacja dokonana prawie 3 lata temu skłoniła muzyków do nagrania nowego materiału, który usłyszeliśmy właśnie podczas Heavy Warsaw Fest. Pierwszym w całości wysłuchanym przeze mnie utworem były Tajemnice, do którego zespół nakręcił nawet teledysk. Świetna, spokojna ballada, pozwalająca na wyciągnięcie zapalniczek z kieszeni. Kolejne cztery utwory okazały się nieco szybsze, a ostatni – Respekt – zawierał nawet niekonwencjonalną partię wokalną pasującą bardziej do rapowej piosenki. Po wysłuchaniu kilku utworów stwierdzam jednak, że warto czekać na pełnoprawny album. Co zapamiętałem? Czarne okulary wokalisty Janusza Stasiaka i bezowocne wołania o bis w postaci Królowej balu.

Jako drugi na scenie zainstalował się Hellhaim. Szczerze mówiąc był to mój pierwszy kontakt z muzyką stołecznego zespołu. (…) możemy obiecać, że w odruchu litości i miłosierdzia zagramy zdecydowanie głośno i bezczelnie będziemy Was batożyć i poniewierać – w taki sposób Hellhaim zapowiedział swój występ na Heavy Warsaw Fest. Nic dodać, nic ująć. Fanom solidnego metalu na pewno mogło się podobać, aczkolwiek zauważyłem, że podczas tego koncertu sala Fugazi trochę opustoszała, a wytrwali zostali po to, aby się trochę poobijać nawzajem pod sceną. Co zapamiętałem? Oryginalny statyw na mikrofon ubrany w czaszki, goły tors Mateusza Drzewicza oraz cover Judasów – Breaking the Law.

Co ciekawe, na trzecim występie tego wieczoru liczba osób na sali znacznie się powiększyła. To wszystko za sprawą Hetmana, który świętuje swoje 25-lecie, a pierwszy koncert zagrał również w klubie Fugazi, tyle że na Woli. Klasyczny rock w doskonałym wydaniu. Mimo iż Hetman nie zrobił kariery na miarę innych polskich zespołów, to jednak nie poddał się i wciąż przyciąga publiczność pod scenę. Zespół zaprezentował 11 utworów, a większość pochodziła z ostatniego albumu – Hetman i Jurek Filas 40 lat Czarnego Chleba i Czarnej Kawy. Zaczęli jednak od Zabierz mnie stąd, Ty wiesz, ja wiem oraz Harleya z wydanej w 2001 roku płyty Wszyscy zaczynamy od zera. Hetman w przeszłość za bardzo się nie zagłębiał prezentując jeszcze więzienny klasyk – Czarny chleb i czarna kawa oraz kilka coverów – Whole Lotta Rosie i Highway to Hell oraz Knockin’ on Heaven’s Door w wykonaniu Julii Hetmanowskiej. Co zapamiętałem? Rzucanie statywu w publiczność przez Roberta Tyca oraz komentarz jednej z fanek na temat marnej kondycji wokalisty.

Trochę z opóźnieniem, ale przy dźwiękach mrocznego intro weszli na scenę headlinerzy ze Scream Maker. Był to pierwszy koncert promujący ich najnowszą płytę Back Against the World. Podstawowy set zawierał więc wszystkie z niej utwory odegrane jeden po drugim. Nie ma się co rozwodzić nad każdym z nich, tym bardziej że muzycy umieścili ich na albumie 12. Powiem tylko, że na żywo niektóre z nich wypadły znacznie lepiej niż w wersji studyjnej. Chociaż Scream Maker nie ma zbyt długiego stażu na scenie muzycznej, to nie mają się czego wstydzić. Ich trasy po Chinach, współpraca producencka z Alessandro Del Vecchio, supporty przed Motörhead i Judas Priest oraz otwartość wokalisty Sebastiana Stodolaka sprawiają, że zespół wydaje się już na dobre obyty z występami przed publicznością, tym bardziej że ostatni koncert na Heavy Warsaw Fest oglądała już tylko najwytrwalsza grupa fanów. Dla niej zespół zagrał kilka bisów z EP-ki We Are Not the Same oraz cover Wasted Years Iron Maiden. Co zapamiętałem? Stanik na scenie, walentynkowe baloniki i charyzmę Sebastiana.

PS Mogę się również pochwalić, że sprzątnąłem ze stolika z gadżetami ostatnią sztukę We Are Not the Same, której próżno szukać w sklepach oraz na stronie internetowej Scream Maker.

Znalezione w sieci:

Korpus – Heavy Warsaw Fest 2016

Hellhaim – The Exorcist (Heavy Warsaw Fest 2016)

 

2 Comments

  1. „Co zapamiętałem? Czarne okulary wokalisty Janusza Stasiaka i bezowocne wołania o bis w postaci Królowej balu.”
    To i tak dużo:)))))!!!Ja z tego wystepu Korpusu nie zapamiętałem nic hehehheh
    Był tam ktoś taki????????????????? hehehhehehe
    I co to korpus?????????????????????????????????
    Żenada jakaś……….stare pryki……..

  2. Scream Maker…nie lubię. Bardzo egoistycznie nastawieni chłopcy.

Comments are closed.

© 2015 Frontier Theme