4.03.2016 – SCORPIONS – Kraków, Tauron Arena

2016.03.04_scorpions

Niemiecka grupa Scorpions po prawie roku nieobecności w naszym kraju, wróciła, aby wystąpić po raz drugi na trasie upamiętniającej 50-lecie (!) zespołu. Tym razem swój show zaprezentowali w Krakowie, który na pewno miło wspominają ze względu na koncert w 2000 roku, kiedy podczas „Inwazji Mocy” RMF FM w Pobiedniku słuchało ich ok. 700-800 tysięcy ludzi. Ponadto był to zapewne niezwykle ważny występ dla basisty Scorpions – Pawła Mąciwody, pochodzącego właśnie w tego małopolskiego miasta.

Scorpions

Początek koncertu.

Ci, których zabrakło w Łodzi, mogli nadrobić zaległości przyjeżdżając do Krakowa, tak jak ja, i przeżyć wspaniały koncert z przekrojową setlistą, która uwzględniła utwory z całej 50-letniej kariery muzycznej. Niewielu jest takich artystów i zespołów, którzy pomimo konkretnego stażu na scenie i wielu znanych przebojów wciąż potrafią przyciągać kilkunastotysięczną publikę i zachwycać młodzieńczą formą. Scorpions do takich należy. Po średnim albumie Eye II Eye Ralpha Rieckermanna zastąpił Paweł Mąciwoda i nastąpił gwałtowny wzrost oryginalności kompozycji. Unbreakable, Humanity: Hour I, Sting in the Tail oraz Return to Forever to nie odcinanie kuponów od sławy, tylko realny powrót do korzeni i rozwój rock’n’rollowego podejścia do muzyki, co przełożyło się się na zapotrzebowanie na tego typu granie wśród starszych i nowych fanów zespołu.

Scorpions

Wind of Change.

Kolejki do wejścia na halę, mimo godziny rozpoczęcia koncertu, były dosyć spore, dlatego Scorpionsi wyszli na scenę z ok. 20-minutowycm opóźnieniem. Zaczęli od Going Out with a Bang z najnowszego albumu, który poprzedził dźwięk syren alarmowych. Dynamiczny kawałek rozruszał publiczność i pozwolił na płynne przejście do Make it Real, który zapoczątkował część złożoną z najlepszych utworów lat 80. i 70. Po nim pojawił się bowiem The Zoo, Coast to Coast, Top of the Bill, Steamrock Fever, Speedy’s Coming oraz Catch Your Train. W międzyczasie wokalista Klaus Meine mógł wykazać się zarówno znajomością języka polskiego (– Jak się macie?), jak i gry na gitarze podczas instrumentalnego Coast to Coast, który jest notabene jednym z moich ulubionych utworów niemieckiej kapeli. Swoje pięć minut na scenie miał Matthias Jabs podczas wykonywania Delicate Dance – kolejnej kompozycji bez wokalu. Po niej przyszedł czas na akustyczny medley, czyli 10-minutową wiązankę Always Somewhere, Eye of the Storm oraz Send Me an Angel. Był to jeden z najlepszych momentów koncertu poprzedzony przedstawieniem krakowskiej publiczności Pawła Mąciwody, który oczywiście został owacyjnie przywitany przez swoich ziomków. Zakończony został wdzięczną postawą Jamesa Kottaka, który mimo swojej niedyspozycyjności, dał się poznać jako jeden z najbardziej rock’n’rollowych perkusistów na świecie.

Swoje pięć albo nawet sześć minut miał również podczas wykonywania swojego Kottack Attack wzbogaconego o pokaz tatuaży oraz wszystkich studyjnych okładek Scorpions na specjalnie wyświetlanym  projektorze. Kilka minut wcześniej nastąpił jednak najbardziej wyczekiwany moment wśród wielu fanów niemieckiej kapeli, czyli Wind of Change i zielone świtało dla wyciągnięcia biało-czerwonej flagi, która przewędrowała z tyłu płyty aż do Golden Circle i stanowiła zapamiętywalny motyw całego koncertu, również dla członków Scorpions. Po tym jakże chwytającym za serce utworze nastąpiły dwa bardzo znane hard-rocki – Blackout oraz Big City Nights ujawniające potencjał gitarzystów: Jabsa i Rudolfa Schenkera oraz… publiczności, która mimo tylu minut spędzonych pod sceną wciąż miała ochotę wyśpiewywać znane od wielu lat frazy. Co ciekawe, podczas całego koncertu z ostatniego Return to Forever wybrzmiały trzy kompozycje, reszta pochodziła z wcześniejszych lat przypominając w ten sposób o bardzo złożonym repertuarze grupy.

Scorpions

W końcu udało mi się zebrać autografy wszystkich członków zespołu na jednym zdjęciu.

Po ciepłym pożegnaniu, otrzymaniu kwiatów i innych tego typu miłych zabiegach zespół wyszedł jeszcze na dwa bisy: Still Loving You oraz Rock You Like a Hurricane. Dwa bardzo znane utwory pozwoliły zaangażować się publiczności po raz ostatni tego wieczoru. W nagrodę otrzymali pałeczki od Klausa, kosteczki od gitarzystów, ale przede wszystkim ogromne brawa i wdzięczność za niezwykle ciepłe przyjęcie. Ciekaw jestem, czy po takich koncertach w całej Europie Scorpionsi rzeczywiście pomyślą o zasłużonej emeryturze…

 
Znalezione w sieci:

Scorpions – Coast to Coast (Live Kraków 2016)

Scorpions – Send Me an Angel (Live Kraków 2016)

Scorpions – Rock You Like a Hurricane (Live Kraków 2016)

 

1 Comment

  1. Wspaniale, że Scorpionsi nie zapomnieli o fanach z naszego kraju, organizacja całego eventu na najwyższym poziomie 😉

Comments are closed.

© 2015 Frontier Theme