8.10.2016 – BEHEMOTH – Warszawa, Progresja

Behemoth (1)

Jakiś czas temu postanowiłem, że jeżeli będę miał okazję zjawić się na koncercie Behemotha, zrobię to, z czystej ciekawości. Ostatnia trasa koncertowa przyniosła nadzieję udziału w show w Warszawie. Niestety, okazało się, że został on wyprzedany kilka tygodni wstecz, ale na szczęście razem ze znajomym odkupiłem wejściówki od bratnich metalowych dusz. Okazało się, że takich jak my (chętnych na wejście bez wykupionych wcześniej biletów), było więcej, ale widocznie Bóg nad nami czuwał…

Wyprzedany koncert był dowodem na to, jak bardzo fani stęsknili się za występami Behemotha na żywo w rodzinnym kraju. Na fanpage’u zespołu można było przeczytać informację od Nergala: „Po 2 latach przerwy wracamy na deski polskich klubów, żeby zamknąć cykl koncertowy promujący album The Satanist. Na październikowych koncertach będziemy grali całą płytę od początku do końca, co jest pierwszym tego typu eksperymentem w naszej ponad dwudziestoletniej historii!” Dodał jeszcze, że „Behemoth jest w absolutnie życiowej formie”. Nie trzeba lepszej zachęty.

Fanami Behemotha okazali się również członkowie Krucjaty Młodych, którzy pojawiali się na każdym koncercie jako swoisty support, modląc się i przepraszając Boga za bluźnierczą i obrazoburczą postawę zespołu. No cóż… Więcej korzyści przyniosło to chyba samemu Nergalowi, ponieważ bilety na koncert Behemotha schodziły jak świeże bułeczki w każdym mieście.

Jeżeli chodzi o faktyczne muzyczne supporty, to naturalnie się pojawiły, i to w liczbie dwóch. Pierwsi na scenę wyszli członkowie zespołu Batushka, którzy zaprezentowali swojego rodzaju performance oddający klimat prawosławnych obrzędów. Niestety, na żywo nie sprawdziłem z czym to się je, więc odsyłam do innych źródeł. Powód prozaiczny – lekkie spóźnienie i wejście do Progresji dopiero na drugą połowę występu szwajcarskiego duetu Bӧlzer, który, choć starał się jak mógł, nie powalił mnie na kolana. Zespół tworzą: trochę schowany w cieniu i za zestawem perkusyjnym HzR oraz grający na gitarze elektrycznej i śpiewający (?) KzR. W tym roku Bӧlzer wydał pierwszy długogrający album zatytułowany Hero. Wizualnie występ był bardzo skromny (momentami w ogóle nie było widać, kto przebywa na scenie), ale za to muzycznie na przebywających w klubie słuchaczy wylewała się masa intensywnych dźwięków połączonych z growlingiem lidera. Jednak to nie było jeszcze to…

Nergal jak zapowiadał, tak uczynił. Behemoth po wejściu na scenę, bez zbędnych zapowiedzi, przeprowadził nas przez cały The Satanist od A do Z, tzn. od Blow Your Trumpets Gabriel do O Father O Satan O Sun! Pierwsze trzy kwadranse minęły bardzo szybko. Nie zawiedli również fani, którzy od początku wyręczali Nergala w przekazywaniu treści za pomocą gardeł. Duże wrażenie robiły efekty pirotechniczne, konfetti, przebrania sceniczne wszystkich muzyków, wężowy statyw, a także kadzidło, którym Nergal wymachiwał przed Messe Noire. The Satanist jest bardzo dojrzałą płytą, a utwory, takie jak: Ora Pro Nobis Lucifer, The Satanist czy O Father O Satan O Sun! znakomicie wypadają na żywo. Ponadto muzycy Behemotha byli w znakomitej formie, jak zresztą zapowiadali. Okładający bezlitośnie perkusję Inferno, grający na basie postawny Orion oraz występujący z zespołem jako muzyk sesyjny Seth, nie wspominając o liderze grupy – Nergalu. W kulminacyjnym momencie wszyscy nałożyli na siebie kaptury z rogami i prawie w bezruchu, wśród zajętych płomieniami statywów, odegrali końcówkę O Father O Satan O Sun!

Tak zakończyła się pierwsza część show „Rzeczpospolitej Niewiernej”, jak nazwali październikową trasę muzycy Behemotha. Druga rozpoczęła się od strzelających na scenie świec dymnych i atakujących złowieszczo kolorowych reflektorów podczas charakterystycznych dźwięków rozpoczynających Ov Fire and the Void. Znakomity „przebój” zespołu został równie ciepło przyjęty przez publiczność. Dalej chłopaki polecieli jeszcze głębiej w przeszłość, dzięki czemu mogliśmy usłyszeć Conquer All, Pure Evil and Hate, At the Left Hand ov God, Slaves Shall Serve oraz Chant for Eschaton 2000.

Po oklaskach i nawoływaniu zespołu do wyjścia po raz kolejny widać było, że publiczność nie znudziła się występem. Nergal, niezwykle pewny siebie na scenie, aczkolwiek rzadko się uśmiechający, również był usatysfakcjonowany. W pewnym momencie podziękował nawet za wyprzedanie koncertu, co oznaczało według niego, że przybyli tu ludzie celebrujący wolność. Progresja również okazała się bardzo dobrym wyborem na show Behemotha. Podsumowując, nie zawiodłem się, nawet jeśli nie słucham na co dzień tego typu muzyki.

Znalezione w sieci:

Behemoth – Blow Your Trumpet Gabriel (Live 2016)

Behemoth – Ov Fire and the Void (Live 2016)

 

© 2015 Frontier Theme