STEVEN WILSON – To the Bone (2017)

To the Bone

Rok 2018 zapowiada się niezwykle ekscytująco dla miłośników muzyki w naszym kraju. Nie było chyba jeszcze takiego okresu, w którym do Polski zawitało tylu artystów z najwyższej półki. Jednym z nich jest Steven Wilson, który wystąpi w lutym w Zabrzu i Poznaniu w ramach trasy promującej jego ostatni album – To the Bone. Krążek ten znalazł zarówno swoich wielbicieli, jak i przeciwników, ponieważ okazał się najbardziej przystępny w całej dyskografii Wilsona. Ale czy przez to jest gorszy od innych albumów, które wyszły pod nazwiskiem byłego lidera Porcupine Tree?

Moim zdaniem Steven Wilson doszedł już do takiego etapu w swoim życiu, że nie musi nikomu niczego udowadniać. Po latach występów w Porcupine Tree oraz projektach pobocznych, takich jak m.in. Blackfield, Bass Communion czy No-Man skupił się bardziej na tworzeniu pod własnym nazwiskiem. Należy dodać – z dużą regularnością, ponieważ począwszy od 2009 roku nowe albumy Wilsona ukazują się co dwa lata.

W 2017 wyszedł To the Bone – piąty krążek, który jest najbardziej eklektyczny ze wszystkich. Nie powinno być to jednak zaskoczeniem dla osób, które śledzą poczynania Brytyjczyka. Jak sam przyznawał w wywiadach, podczas pracy nad To the Bone inspirował się m.in. Talk Talk, Tears for Fears, ABBĄ, Kate Bush, Peterem Gabrielem, ale również Prince’m i Davidem Bowiem, których śmierć sprawiła, że wrócił do ich nagrań. Ponadto już na Cover Version przearanżował utwory ABBY, Prince’a czy Alanis Morrisette. Teraz jednak postanowił pójść krok dalej i niczym się nie krępując, jeszcze przed oficjalną premierą płyty, przedstawił szerokiej publiczności teledysk do Permanating, który jak sam stwierdził, jest „czystą ABBĄ”. Nie sposób się nie zgodzić, ale słuchając tego utworu w zestawieniu z pierwszym singlem – Pariah, można odczuwać lekki dysonans. I takich momentów jest na To the Bone więcej.

Truth is individual calculation

To jest motyw przewodni albumu, który pojawia się na początku pierwszego, tytułowego utworu. Choć To the Bone nie jest płytą koncepcyjną, teksty poruszają temat prawdy. Być może, aby ją poznać, należy dotrzeć do samego rdzenia („to the bone”), ale według autora tekstów każdy postrzega prawdę na swój sposób – politycy, terroryści czy ludzie w związkach. Wracając do muzyki – jest ciekawie i różnorodnie. Na albumie można usłyszeć kilka gatunków muzycznych, co może czasem dezorientować słuchacza. Od razu uprzedzam, że wyrobienie sobie zdania o To the Bone wymaga co najmniej kilkukrotnego przesłuchania.

Dwa pierwsze utwory (To the Bone i Nowhere Now) to przyjemne, zgrabne piosenki, po których pojawia się pierwsza perełka – Pariah, zaśpiewana przez Wilsona w duecie z izraelską wokalistką, znaną z jego wcześniejszych nagrań – Ninet Tayeb, która może pochwalić się nie tylko urodą, ale i mocarnym głosem. Pojawia się ona również w innych fragmentach na albumie, w tym w Blank Tapes – krótkiej miniaturce, która jednak moim zdaniem nieco odstaje od reszty utworów, tak jak Permanating oraz The Same Asylum as Before z lekkim falsetem Wilsona. Swój udział Ninet zaakcentowała także w People Who Eat Darkness – utworze, który ma największy potencjał koncertowy, ze względu na jego rockowy charakter.

Kolejna perełka to Refuge – niespiesznie rozwijający się utwór z gościnnym udziałem grającego na harmonijce ustnej Marka Felthama, który pojawia się również w To the Bone. Niewątpliwie wzbogaca on swoimi partiami oba utwory. Refuge był ostatnim, piątym, singlem, który ukazał się niedługo przed premierą albumu. Trzecim w kolejności był natomiast Song of I, który Wilson wykonał tym razem ze szwajcarską wokalistką Sophie Hunger. Ciekawe połączenie, którego efektem jest triphopowy utwór w orkiestrowej aranżacji. Jest to jednak wstęp do epilogu, czyli kolejnych perełek na płycie. Mowa o Detonation i Song of Unborn. Pierwszy z nich to ponad dziewięć minut progresywnego grania w stylu Porcupine Tree z gitarową solówką, tym razem w wykonaniu Davida Kollara. Drugi też można umieścić na którejś z płyt macierzystego zespołu Wilsona. Song of Unborn jest urokliwą balladą z delikatnym motywem na pianinie.

W sam raz na zakończenie albumu, który zapewne bardziej przypadnie do gustu zwolennikom Hand. Cannot. Erase. niż The Raven That Refused to Sing (And Other Stories) czy Grace for Drowning. Wilson skończył bowiem miksowanie wczesnych albumów King Crimson i w końcu wyraził w albumie swoje pozostałe inspiracje, dzięki czemu To the Bone można zakwalifikować do ambitnego popu, ale, jak każde wydawnictwo pod jego szyldem, z najwyższej półki. Przemianę Wilsona można również zobaczyć na okładce, na której pokazuje swoją w twarz na czerwonym tle, co kontrastuje trochę z poprzednimi grafikami. Artyści mają jednak to do siebie, że nie zamykają się w jednej szufladce, wciąż poszukując i eksperymentując. Warto poczekać jeszcze trochę czasu i sprawdzić, jak zawarte na To the Bone kompozycje sprawdzają się na żywo (mam nadzieję, że sam również będę tego świadkiem).

 

Na zachętę:

Oficjalny teledysk do Pariah

 

  1. To the Bone (6:41)
  2. Nowhere Now (4:03)
  3. Pariah (4:46)
  4. The Same Asylum As Before (5:14)
  5. Refuge (6:43)
  6. Permanating (3:34)
  7. Blank Tapes (2:08)
  8. People Who Eat Darkness (6:02)
  9. Song of I (5:21)
  10. Detonation (9:19)
  11. Song of Unborn (6:00)

 

Steven Wilson – wokal, gitary, bas, instrumenty klawiszowe,

Ninet Tayeb, Sophie Hunger, David Kilminster – dodatkowe wokale

David Kollar, Paul Stacey – gitary

Nick Beggs, Robin Mullarkey – bas

Adam Holzman – instrumenty klawiszowe

Jeremy Stacey, Craig Blundell, Pete Eckford – instrumenty perkusyjne

Mark Feltham – harmonijka ustna

The London Session Orchestra + Dave Stewart – partie smyczkowe

 

© 2015 Frontier Theme