11.02.2018 – ORCHESTRAL MANOEUVRES IN THE DARK – Warszawa, Progresja

Orchestral Manoeuvres in the Dark

Reaktywacja duetu Andy McCluskey/Paul Humphreys wyszła wszystkim fanom na dobre. Szczególnie tym w Polsce, ponieważ kolejny raz mogli zobaczyć na żywo słynny „elektroniczny” duet. Tym razem, po okazjonalnych występach na festiwalach i Sylwestrze z Dwójką, OMD dał klubowy koncert – 11 lutego w Progresji. Nie mogłem takiej okazji przegapić i, kupując bilet po okazyjnej cenie na chwilę przed otwarciem bramek, stawiłem się w ten niezwykle mroźny wieczór w warszawskim klubie.

Zanim jednak brytyjski duet pojawił się na scenie mogliśmy usłyszeć polski support – grupę Decadent Fun Club, wykonującą intrygującą muzykę elektroniczną. Charyzmatyczny wokalista Paveu Ostrovsky powoli rozkręcał publiczność, która z czasem przekonywała się do występu warszawskiej grupy. Grupy dość młodej w kwestii stażu, trzeba podkreślić. Pierwszy singel Decadent Fun Club – Serendipity – ukazał się w styczniu 2017 roku (teledysk został nawet nominowany do Yach Film 2016 w kategorii „Scenariusz”). Podczas występu zaprezentowali jednak ciekawy, około czterdziestominutowy set, składający się z elektronicznych utworów, w tym hipnotyzującego Oka, śpiewanego przez Ostrovskiego w języku polskim. Warto mieć tę grupę na oku i kibicować w rozwoju.

Orchestral Manoeuvres in the Dark

Andy McCluskey | Fot. Wojtek Dobrogojski

Około godziny 21 na scenie przy dźwiękach La Mitrailleuse pojawili się panowie z OMD i bez zbędnych ceremonii zaprezentowali dwa utwory z najnowszej płyty The Punishment of Luxury Ghost Star oraz Isotype. Do Polski przylecieli we dwóch, chociaż zdarza się im występować w czteroosobowym składzie. W przypadku warszawskiego koncertu musieli zatem dwoić się i troić, co akurat McCluskeyowi wychodziło zupełnie naturalnie. Swoimi umiejętnościami tanecznymi zawstydziłby pewnie niejednego gościa podczas którejś z odbywających się niedawno studniówek, nawet kiedy brał do ręki bas, co zdarzyło się już podczas kultowego, trzeciego w kolejności Messages. Humphreys zdawał się statyczny, trochę wycofany, z całym multimedialnym sprzętem, który napędzał ten niezwykły show. W pewnym momencie panowie zamienili się jednak miejscami i to Paul wcielił się w rolę głównego wokalisty, wykonując (Forever) Live and Die oraz What Have We Done.

Paul Humphreys | Fot. Wojtek Dobrogojski

Repertuar wykonany przez OMD tego wieczoru składał się z kilku kompozycji z The Punishment of Luxury (usłyszeliśmy również utwór tytułowy i One More Time) oraz „the best of” z całego okresu grupy. Nie było zatem o mowy o niezadowoleniu wśród publiczności, która miała okazję usłyszeć największe hity muzyki pop lat 80. i 90. – Souvenir, dwie wersje Joanna of Arc, Tesla Girls, So in Love, If You Leave, Locomotion, Talking Loud and Clear, Sailing on the Seven Seas czy zagrany na bis Elona Gay. Wiadomo było, że to jednak nie koniec, że sympatyczny duet powróci jeszcze na scenę, aby wykonać trzy utwory. Pierwszym był Pandora’s Box z albumu Sugar Tax – pierwszego z trzech nagranych bez udziału Humphreysa, drugim Dreaming, znajdujący się na składance o oryginalnym tytule The Best of OMD, a trzecim, jak powiedział zapowiadając go Andy: „najstarszy, ale najszybszy” – Electricity z debiutu Orchestral Manoeuvres in the Dark.

Orchestral Manoeuvres in the Dark

           Souvenir

Podczas bisów zrobiło się na sali trochę więcej miejsca, gdyż niektórzy woleli wcześniej udać się po swoje narzuty do szatni piętro niżej. Na szczęście poziom koncertu i energia, jaka wytworzyła się między zespołem a publicznością była widoczna (i słyszalna) do samego końca. Czapki z głów przed działającym już 40 lat (z drobnymi przerwami) duetem, który już nie musi nic udowadniać, ale z powodu swojej miłości do muzyki nie marnuje czasu i przemierza świat, aby zaprezentować fanom materiał również z nowych albumów.

Znalezione w sieci:

OMD – Elona Gay (Live Warszawa 2018)

 

 

© 2015 Frontier Theme